piątek, 11 listopada 2016

Wyczerpujący dzień w dżungli

*Jessika*

Siedziałam pod jaskinią Lili, w miejscu gdzie wczoraj wylałam brudną wodę. Miska i szmatka wciąż leżały obok mnie, bo jestem zbyt leniwa, żeby przejść się do środka. A może zwyczajnie nie miałam ochoty rozmawiać z więźniem? Możliwe nawet, że jedno i drugie, więc tak sobie siedziałam w miejscu. Lili nie dawno gdzieś wyszła, ale nie raczyła mi powiedzieć gdzieś, chodź mnie za bardzo nawet wtedy to nie interesowało. Zamoczyłam szmatkę po raz kolejny i przetarłam nią pyszczek. Krew w dalszym ciągu nie schodziła, co mnie odrobinę niepokoiło. Magiczna krew? Pff. Po kolejnych kilku próbach, zaczęłam ją zdrapywać, lecz tym sposobem, zrobiłam sobie kolejną ranę w okolicach nosa. Nie widziałam się, ale czułam świeża, spływającą krew. Oparłam się wzdychając z rezygnacją o ścianę jaskini. Nagle usłyszałam donośny śpiew, tuż przy moim uchu. Podskoczyłam przestraszona, bo myślałam, że byłam sama. Jak się okazało nie, dosiadła się do mnie Liz, która zaczęła śpiewać kolędę. Przerwałam jej i zapytałam, czy może nie zna sposobu na "to", znaczy krew wypływająca z oczu, która już lekko zasychała na futrze. Niestety niewiele mi pomogła. Mimo to doceniłam jej chęci. Po chwili jednak usłyszałam, że ktoś znowu śpiewa. Tym razem nie była to Liz. Nastawiłam uszu, cichy głos dobiegał z wnętrza jaskini. Udało mi się wychwycić: " Nie miej dla k*rew litości, tylko powybijaj wrogów w pień...". Wstałam i udałam się w kierunku wejścia, Liz zrobiła to samo. Już przekraczając próg wiedziałam, że kto inny może tak wyć, jak nie więzień. Dlatego kulturalnie poprosiłam go, żeby się zamknął. Usiadłam na kocu, na środku pomieszczenia, a Lizu niedaleko mnie. Spojrzałam na wilka, zobaczyłam że on również mi się przygląda.
- Wygodnie ci? - Zapytałam śmiejąc się pod nosem
To było oczywiste, że nie. W końcu był skuty łańcuchami. 
- Nie.
- Cieszy mnie to - Uśmiechnęłam się złośliwie 
Ponownie odwróciłam się do Liz, której zaczynało się już nudzić. Więzień zaproponował, że da nam coś w zamian za to, że go wypuścimy. Rozważałyśmy tę propozycję kilkakrotnie, ale nie przychodziło nam do głowy, co możemy od niego chcieć. Żeby znikł i nigdy nie wracał? Nie... Przecież i tak by nie posłuchał, wróciłby w końcu. Pod żadnym względem się to nie opłacało. Gdy Liz usłyszała, że może powiedzieć nam w końcu kim jest, sięgnęła po pilnik z półki i rozkuła łańcuchy. Chciał, żebyśmy wyszli z nim przed jaskinię. Zagrodziłam my wyjście, stając w nim.
- Nigdzie z tobą nie idziemy - Syknęłam - Gadaj ładnie tu teraz...
Nie ze mną były takie numery. Miałam przeczucie, że nam zwieje. On również nie do końca nam ufał. Miał w tym wiele racji, bo z chęcią uwięziłabym go drugi raz. Chodź jednak, miałam zamiar tym razem dotrzymać słowa... Tym razem... Wysłuchałyśmy więc, co nam ma do powiedzenia. Trochę byłam przygotowana na kolejne kłamstwa, których tak nienawidzę, a sama nie raz to robię.
Czego się dowiedziałyśmy? To był ten wyrzutek! Rooter... Wilk, którego oddałyśmy Jaguarowi z myślą, że nie posiada żadnych mocy. Pomyliłam się... Nie po raz pierwszy z resztą. Obiecał nam zemstę, a później natarł na mnie. Puściłam go wolno, jak obiecałam, a on pobiegł ile sił w łapach w głąb lasu. Przewróciłam oczami słysząc jeszcze jego coraz cichsze krzyki "Wolny!". 

- Dobra, jeden z głowy - Oznajmiła Liz - Idziemy do Lili?
- Na razie... - Prychnęłam - Pierwsze chce się pozbyć tego - Wskazałam na swój łeb - Z mojego pyska...
- Właśnie dlatego.. - Pociągnęła mnie za łapę
Obie biegłyśmy w stronę plaży, gdzie miałyśmy nadzieję zastać naszą przyjaciółkę...

*Lili*

Ostatnie kilka dni było męczące, a wczorajsza sytuacja prawie mnie złamała... Odkąd go namalowałam miewam koszmary z nim... Nim i jego czynami... Jednak nasze życie nie jest wysłane różami, a nawet jeśli, to zawsze znajdą się jakieś kolce charakterystyczne dla tych kwiatów. Nie mogąc spać wstałam jeszcze przed świtem. Jako człowiek uporządkowałam lekko jaskinię. Tsa jasne, kto w to uwierzy? przecież zawsze jak ktoś wchodzi jest burdel. No a jednak! Jessika i Liz zaczęły powoli  się budzić, gdy do jaskini wdarł się nikły promyk słoneczny. Jedyny włamywacz, którego lubię. Cicho wzięłam szkicownik oraz jakieś pióro z atramentem i na palcach wybiegłam z jaskini. Pędziłam w stronę plaży, gdzie zdjęłam buty i chodząc po nagrzewającym się piasku szukałam dogodnego miejsca, by zacząć szkicować. W końcu usiadłam pod starym drzewem i zerkając tylko od czasu do czasu na krajobraz rysowałam. Wtedy nie wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje... Prawie kończyłam, jednak przyleciał Alios i szturchnął mnie przez co obrazek przecinała jedna linia.
Lili: ALIOS!
Smok zrobił kółko w powietrzu śmiejąc się po smoczemu. Delikatnie odrzuciłam to co miałam w ręce i wstałam łapiąc Aliosa. Zaczęłam go przytulać, ale chyba nie spodobała mu się ta opcja, bo się wyrywał... Gdy mu się to udało, zmieniłam się w wilka i ułożyłam na granicy piasku z wodą morza. Delikatnie uniosłam łapę i dotknęłam  nią tafli wody powodując tworzenie się na niej zmarszczeń. Wtedy usłyszałam za sobą czyjś oddech. Niezdarnie wstałam prawie wpadając do wody, jednak udawałam, że to nie miało  miejsca.
Lili: Kim  jesteś?
?: Dzień dobry- kompletnie zignorował moje pytanie, co wywołało u mnie lekkie zmieszanie. Chciałam na wszelki wypadek się ubezpieczyć i sprowadzić sztylety cienia, jednak nie udało mi się to. Co jest grane? Wilk spojrzał na mnie i zaczął wokół mnie krążyć.
Lili: Em... Dzień dobry? -nagle się zatrzymał przed moim pyszczkiem. Widziałam w jego oczach ciekawość zmieszaną z obrzydzeniem. Mimo to uśmiechnął się niewinnie.
?: Kim jesteś? Gdzie jest Alfa?- dwa pytania, które sprawiły, że mnie zamurowało. Zrobił krok do przodu sprawiając, że musiałam się cofnąć.
Lili: Jestem Lili, Beta tutejszej watahy. Zadałam pytanie- Zrobiłam to samo co on przed chwilą, jednak chyba mu się to nie spodobało... Zauważyłam, że Aliosa skrzydła przycisnęły się do tułowia i zaczął w dziwny sposób lecieć za wilkiem, który ponownie mnie lustrował wzrokiem chodząc wokół. Wkurzył mnie porządnie. Chciałam, żeby go wypuścił, ale on upierał się przy jednym i tym samym.


*Jessika*

Dotarłyśmy na plażę, gdzie wpadłyśmy na Lili. Oczywiście nasza Lizu od razu przeszła do rzeczy, ale fioletowa wilczyca była trochę zajęta czymś innym... Przed nią stał biały wilk, z czarną maską na pysku. Nie widziałam go nigdy. No proszę, ile jeszcze nie znam wilków z tej wyspy? Wilczur zerknął na nas, oceniając zagrożenie, a ja poczułam gęsią skórkę na grzbiecie.
- Ogarniasz, o co chodzi? - Liz szepnęła do mnie

Pokręciłam głową i przyglądałam się nieznajomemu. 
- Hm, no ładnie rozmnożyły się - Burknął niezadowolony okrążając nas
Czułam się jak ofiara, osaczona przez drapieżnika. Przez cały czas podążałam wzrokiem za wilkiem, który uważnie się nam przyglądał. Blisko siebie trzymał smoka, którego ciągnął za sobą. Rozpoznałam go dopiero po chwili. był to Alios.

- Któraś z was powie mi, kto tu jest alfą? - Zapytał, trzymając uwięzionego smoka blisko swojego łba
- Alfy nie ma - Odpowiedziała Liz - To znaczy, dzisiaj jej nie ma
- A do czego ci ta informacja...? - Postanowiłam odpowiedzieć pytaniem na pytanie
Liz odwróciła się do mnie i nadepnęła mi na łapę. Warknęłam na nią niezadowolona, a ona odezwała się do mnie telepatycznie: "Jak coś alfy nie ma". Ale ja dobrze o tym wiedziałam, domyśliłam się po pierwszym zadaniu, jakie wypowiedziała. 
- Jestem ciekawskim stworzeniem - Oznajmił wilk, posyłając mi uśmiech
Teraz stał przodem do całej naszej trójki. Już nie darzyłam go sympatią, a nawet mogłabym pomyśleć, że to Rooter, bo jedyny wilk, którego znam, potrafiący zmieniać swój wygląd. Poza Anią oczywiście, która robi to, ale pod wpływem emocji. Jednak wykluczyłam to, przez jego sposób mówienie, charakter inny niż u naszego, byłego więźnia. 
- Możesz go wypuścić? - Lili lekko zawarczała
Jednak wyczułam zmartwienie w głosie wadery. Wcale mnie to nie dziwiło, obie byłyśmy bardzo przywiązane do naszych towarzyszy. No... i nie chciałyśmy, mieć kłopoty u Lenav, która mimo wszystko pozwoliła nam zachować smoki. Biały wilk przeniósł smoka, tuż przed swój pysk.
- Jeśli ładnie poprosisz, słodka - Zawarczał, ale z jego gardła wydobył się śmiech
Zabawne... Odwróciłam wzrok od wilka. Lili nie odzywała się od dłuższego czasu. Musiała najwidoczniej pozbierać trochę myśli lub ochłonąć. Ja sama byłam wściekła na wilka i gdyby nie to, że w zasadzie nic o nim nie wiem, pewnie bym się na niego rzuciła.
- Proszę... - Odezwała się ściszonym głosem
- Puść go!!! - Zawarczała Liz, która już najwyraźniej nie mogła na to patrzeć
- Oho. Nie podoba mi się to podejście - Wlepił w nią wzrok - Miało być ładnie, czyż nie?
Jednak i ja już nie wytrzymałam. Nagle poderwałam się na równe łapy.
- Kim jesteś? Czego chcesz? - Wyrzuciłam
Liz zawarczała na niego bardziej.
- PROSZĘ! Czy teraz jaśnie panu pasuje? - Prychnęła z niezadowoleniem
- Kim jestem? Hyoko, do Waszych usług. - Skłonił się z ironicznym uśmiechem - Co tutaj robię? Hm. To zachowam dla siebie.
Podczas ukłonu puścił smoka wolno, a ten wrócił na grzbiet Lili. Podziękowałyśmy mu, lekko się krzywiąc. Ta, bardzo miły osobnik... Liz spojrzała na niego wilkiem, a on uformował siłą woli z pasku dłoń i ją pogłaskał. 
- Wyglądasz na kogo... - Zaczął, lecz nagle odwrócił się za siebie
Dłoń z piasku rozsypała się, a wilk postawił uszy nasłuchując. Spojrzałam ponad jego ramię. Przez moment nawet wydawało mi się, że krzewy się poruszają. Może się mi przywidziało, ale jednak byłam pewna tego, że coś słyszę. Z resztą nie byłam jedyna. Uważnie przyglądałam się krzakom. Zmrużyłam oczy, próbując dostrzec, choćby minimalny ruch. 

- A więc to tak? - Lili wstała i nadepnęła mu na ogon - To za zabranie mi smoka!
Podeszłam do krzaków, a w tym samym czasie Lili w jednym momencie poleciała w bok, jakby uderzona i wylądowała w piasku. Zignorowałam to, co dalej tam się działo, słyszałam tylko, że zaczyna się kłócić z Hyoko. Lekko wychyliłam jeden z krzewów i zaczęłam węszyć. Słysząc, jak nadal ma zamiar się z nim wykłócać odezwałam się. 
- Lili daj spokój - Mówiłam nie odwracając się - Lepiej mi tu pomóż...
Nie chciała tak łatwo odpuszczać, ale jednak postanowiła, że mi pomoże. Ja wciąż węsząc weszłam w głąb zarośli. Oboje zaraz znaleźli się obok mnie.
- Cóż odnalazłaś? - Zapytał Hyoko
- Czuje wilka... Tak mi się wydaję... - Zawahałam się - Woń jest zbyt słaba
Po chwili wśród nas znalazła się również Liz. Do Lili przyleciał Alios, który jakby wyczuł sytuację i powiększył się. Przewróciłam oczami i odmówiłam lotu. Smok zbyt rzucał się w oczy, ale Lili była uparta i wdrapała się na jego łeb, oznajmując, że zostaje. Cóż to był jej wybór, przecież jej nie zmuszę do marszu, którego nawet nie byłam pewna sensu. Przyjrzałam się jej uważnie, a mój wzrok zatrzymał się na łapie, więc musiałam zapytać się jej telepatycznie.
*Wszystko okey?*
*Wytrzymam, pilnuj Hyoko*
Już nie odzywając się, zwyczajniej kiwnęłam głową w jej stronę. Biały wilk natomiast już chwilę temu mnie wyprzedził. Jednak po chwili się zatrzymał, zwracając do nas:
- Raz dwa, ruchy.
Liz weszła na smoka i usiadła obok Lili. Zostałam sama, jak to powiedział Hyoko, jeśli chcemy znaleźć tego wilka, który nas śledził, musimy się pospieszyć. Ostatni raz na nie spojrzałam, a kącik moich ust, lekko uniósł się do góry. Odwróciłam się i poszłam za białym wilkiem. Cały czas przyglądałam się z uwagą każdej roślinie, starając się nie stracić z oczu Hyoko, który najwyraźniej był na tropie. Gwałtownie podniósł głowę. 
- Zdaje się... - Rozejrzał się, czujnie pociągając nosem - ...rozpłynął?
- Rozpłynął? - Powtórzyłam zdziwiona
- Mnie pytasz? - Warknął w moją stronę - Tak się składa, że jestem przejezdny.
- Nie musisz na mnie warczeć - Odwdzięczyłam się mu tym samym
- Nie muszę - Na jego pysku pojawił się cyniczny uśmiech
- To tego nie rób - Odwróciłam się i zaczęłam przyglądać drzewu - Teraz i ja żałuję, że nie ma tutaj Kai'a - Mruknęłam pod nosem
- Zrobię co zechcę. - Wymruczał, podążając wzrokiem za moim spojrzeniem - Oho. 
Ruszył w stronę północy, widząc połamane gałęzie, a ja zaraz za nim. Cały czas parł do przodu, a ja musiałam uważać, żeby przypadkiem nie dostać od niego gałęzią. Nawiązał się temat tego, całego więźnia. Powiedziałam mu wszystko, czego sama byłam pewna. Po chwili byłam zmuszona przeczołgać się pod jedną z gałęzi, a raczej dość sporego korzenia. Udało mi się to zrobić w miarę sprawnie i szybko dorównałam kroku wilczurowi. Gdy odpowiedziałam na jedno z jego pytań zatrzymał się. 
- Trop się znowu urywa - Warknął niezadowolony i zaczął się rozglądać - Czym włada ten wasz więzień? - Zbliżył się do mnie
- O ile ma coś z Jaguara, to naturą - Odpowiedziałam
- To nie wyjaśnia dlaczego podąża tak pokrętną ścieżką... - Wymruczał, zerkając na coś za mną
Odwróciłam się i zobaczyła Liz, która leżała na ziemi. Najwyraźniej śledziła nas przez cały czas... albo jego większość. W grupie zawsze raźniej, szczególnie że zmierzamy w prosto w łapy wroga. 
Nagle usłyszałam głos w głowie.
- Jessika zachód - Powtórzyłam nagle głośno - Znaczy, Lili powiedziała na zachód - Poprawiłam się
Liz spojrzała na mnie, jakby pytając, czy idziemy dalej. Kiwnęłam głową. Hyoko również skinął łeb i ruszył we wskazanym kierunku. Dalej podążał w ciszy. Tym razem poruszał się szybciej, prowadząc nas. Już nie niewielkiej chwili, dostrzegłam że las się kończy. Chyba byłyśmy już prawie u celu. Liz wybiegła z niego pierwsza, ja wyszłam za białym wilkiem. Zatrzymał się nagle po środku szarego pola, a my razem z nim. Oznajmiłam mu, że Lili chciała, aby użył mocy, ale sama nie wiedziałam do czego. Liz wykłócała się z Hyoko w sprawie używania mocy, a ja zaczęłam uważnie przyglądać się ścianie drzew, znaczy dżungli. 
- Jeśli jest jak Jaguar to ja się nie pcham na jego tereny - Oznajmiłam
- Słusznie - Wymruczał - Dlaczego właściwie go ścigacie?
- Bo... Nie lubię być śledzona
- Więc pilnuj swojego terenu. - Warknął z dezaprobatą - Ty tutaj rządzisz, prawda?
Spojrzałam na niego nagle. Dobry jesteś... - pomyślałam, ale nie myśl, że powiem prawdę. Liz oczywiście mi pomogła i zaprzeczyła.
- Skąd ta pewność? - Zapytałam
- Mogę się założyć, że masz wysoką rangę - Wymruczał, odwracając się przodem - To widać - Posłał mi uśmiech - Mam dla was propozycję.
Znowu w swojej głowie usłyszałam Lili: "Jess skłam! Mów, że kłamałam w ostateczności i że to ja, nie wiadomo o co mu chodzi... Poza tym niech ruszy tyłek i użyje tej mocy!". 
Zignorowałam Lili i przyjrzałam się wilkowi. Jego słowa mogłam uznać jako komplement, sama o sobie nigdy bym czegoś takiego nie powiedziała.
- Która ma najwięcej za uszami, jeśli chodzi o tego więźnia? - Zagaił, okrążając mnie 
Po długim analizowaniu wszystkiego razem z Liz, doszłyśmy do wniosku, że chyba jednak ja. Tym razem nastąpiła wymiana zdań, w związku z tym, która zostaje, a która wybiera się w dzicz. Po chwili znalazła nas Lili, która poruszała się z gracją, dzięki czemu zauważyłam, że z jej łapą już wszystko jest w porządku. Tak jak było wcześniej ustalone. Patrzyłam jeszcze przez chwilę za nimi, nie do końca przekonana co do Hyoko.





*Lili*



Oho, kłócą się. Ech, spokojnie podeszłam do nich i warknęłam widząc Hyoko. Nie wiedziałam zbytnio o co chodzi pomimo tego, że wcześniej użyłam zaklęcia by widzieć i słyszeć co oni robią i mówią. Jednak potem zniosłam zaklęcie, gdy leczyłam łapę, więc no ten.. 
H: Lili ze mną pójdzie- przewrócił oczami i ruszył w stronę dżungli. 
Co mi pozostało innego jak ruszenie za nim? Przynajmniej nie będę się nudzić... Nie lubię tego. Słyszałam jeszcze jak Jessika i Liz coś mamroczą za mną. Hyoko czekał na skraju dżungli. Weszłam pierwsza i zaczęłam ostrożnie się rozglądać wyłapując najmniejsze szczegóły. To teren wroga. Z przyzwyczajenia jestem raczej ostrożna ostatnio... To miejsce jest okrutnie dziwne... Najbliżej ścieżki, którą szliśmy, drzewa miały zielone liście i były zadbane, reszta w oddali już straciła swój ozdobny ciężar i powoli szykowała się na zimę. Ten fakt przypomniał mi o tym, że Rooter ma moc panowania nad roślinnością, co źle nam wróży. W pewnym momencie złapały mnie liany i z zawrotną prędkością ciągnęły w głąb dżungli do klatki, która z każdą  chwilą stawała się coraz ciaśniejsza...
Myśl Lili myśl! Początkowo pomyślałam nad podpaleniem klatki, ale zdałam sobie sprawę, że najlepiej bym na tym nie wyszła... W końcu przypomniała mi się kochana moc cienia, którą dzielimy z bratem. Szybko zmieniłam się w cień, bo kawałek klatki zsunął się na moją szyję, więc wolałam już z niej wyjść. Zaczęłam biec spowrotem pod postacią cienia, żeby znowu mnie jakieś zielsko nie złapało. Zatrzymałam się niedaleko Hyoko, który gadał z tym bachorem. W pewnym momencie akcja się rozwinęła, bo wilk przycisnął młodego do ziemi i zaczął o mnie wypytywać. No nie powiem, nawet słodko. Ech, trzeba by się tu zmienić, żeby trochę rozluźnić sytuację. Zmieniłam postać i stanęłam kilka kroków przed nim. 
L: Tu jestem.
R: O! Uwolniła się jak widać. Teraz możesz mnie wypuścić!
Przewróciłam tylko oczami i dalej obserwowałam zdarzenie. Hyoko schylił się nad Rootem i zazął coś mamrotać. W pewnym momencie młody zrzucił go z siebie i uciekł. No ma krzepę nie powiem...
L: Jesteś głupi jeśli myślisz, że ci uwierzę...
H: Co?
L: Po co miałbyś nam pomagać? Po co ci tyle wiadomości o nas? 
Ruszyłam przed siebie lekko zła, a on po chwili się dołączył.  

*Jessika*

Po chwili Liz znudziło się bezczynne czekanie. 
- Idę tam i koniec! 
Wstała i weszła w głąb dżungli. Zaraz po tym, po moim ogonie przeszedł chłodny dreszcz. Był coraz zimniejszy, nienawidzę tego. To oznaczało kłopoty. Im więcej będzie nas w tym lesie, tym gorzej... Ale Liz jak zwykle mnie nie posłuchała. Nie pozostało mi nic innego, jak iść i szybko ją znaleźć, zanim wpakuje się w kłopoty. Powoli podeszłam do granicy dżungli, przypominając sobie ostatnie przeżycia w niej. Nie jestem tchórzem! Posłałam Jaguara na śmierć, z nim też w końcu skończę - powtarzałam sobie w myślach. Czułam, że tego pożałuję. Weszłam w głąb zarośli, rozglądając się z przyjaciółkami. Idąc już chwilę, zauważyłam dołek, do którego o mało nie wpadłam. Jednak nie wyminęłam go, a zatrzymałam się nad nim. Spojrzałam w dół. Było tam ciemno i niewiele widziałam. Znając moją kochaną córkę, miałam już swoje przeczucia.
- Liz?
W odpowiedzi usłyszałam jakiś pomruk.
- Wpadłaś tam? - Upewniłam się
- Nie wskoczyłam dla zabawy - Odkrzyknęła sarkastycznie
- Haha - Zaśmiałam się ironicznie - Pytam, bo nie byłam pewna czy tam jesteś
- Nie, to tylko mój duch 
- Ah, dobrze wiedzieć, normalne ulżyło mi - Zaśmiałam się
- Dzięki za troskę - Jej śmiech rozniósł się echem w górę
Zeskoczyłam w dół, ale pod koniec rozłożyłam skrzydła i wylądowałam przed nią. Pokazała mi jaskinię, która znajdowała się na dnie tego dołu. Ani trochę nie kusiło mnie, żeby ją zwiedzać, wręcz nalegałam Liz na powrót. Tylko, że Liz to Liz. Udała, że nic nie słyszała i weszła do środka. Westchnęłam. Nie mając zbyt dużego wyboru weszłam za nią. Nagle wilczyca, jakby coś zauważyła i cofnęła się, wpadający przy tym na mnie. Odrzuciło mnie do tył, przy czym potknęłam się o gałąź i przewróciłam. Podniosłam się i spojrzałam w głąb jaskini. Niczego tam nie widziałam, mimo że Liz twierdziła, że stał tam dziadek Lili.
Później usłyszałam, że coś uderza o ziemię. Odwróciłam się nagle i zobaczyłam Rooter'a, który zrobił w wejściu kraty z korzeni. Miałyśmy się stać jego towarem do targu. Pięknie, super... jak zwykle. Całą jaskinię powoli zaczynały pokrywać korzenie. Tupnęłam łapą, z której wydobyło się kilka spirali ognia.

- Puść nas! - Zawarczałam
Zdziwiłam się, że korzenie jeszcze nie płoną. Jaskinia była zbyt wilgotna...
- Puszczę - Oznajmił - Obiecuję, że długo tu nie spędzicie, zapytam tylko Lili o swojego dila. Na pewno was wykupi
Prychnęłam. Jasne wypuści, chyba jak wcześniej nas zabije... Obie nie chciałyśmy dłużej tam tkwić. Nie dość, że morko to jeszcze nudno i musiałyśmy siedzieć w jego towarzystwie. Słysząc go warczałam tylko coraz głośniej. Gdy w końcu oznajmił, że może wypuścić Liz, ale ja zostaję. Ona zaczęła się z nim kłócić, więc zwyczajnie sobie wyszedł. 
- Wracaj! Zgoda ! - Krzyczałam - Wypuść Liz!
Ale on mnie nie słuchał, a raczej udawał, że nie słyszy. Warknęłam pod nosem niezadowolona...

*Lili*
Stanęłam jak wryta, gdy na polanie nikogo nie zobaczyłam. Może wróciły do domu? Nie.. To nie w ich stylu. Zawróciłam, ale powstrzymał mnie Hyoko.
H: Idę sam, ty masz tu na mnie zaczekać.
L: Ja nikogo nie zostawiam!
Warknął pod nosem i mnie przepuścił. Znowu to straszne miejsce...Liście skrzypiały pod naszymi łapami, a w oddali słyszałam jakieś ptaki.W pewnym momencie wilczur zaczął węszyć. Po chwili złapał trop i zaczął biec. Zatrzymał się przed jakąś jaskinią, gdzie o mało na niego nie wpadłam...  
(Przypomniał mi się ten screen z CM: "Maks, od tyłu to nie po bożemu." Czy jakoś tak, ktoś może wie czemu akurat ten? XDD)
H: Zaczekaj tu...
Mruknęłam niezadowolona i zmieniłam się w cień, by zaczekać u progu jaskini. Zaczęła się paplanina... Boże jak się nudziłam... W pewnym momencie wparowałam do jaskini, a Hyoko wypuścił po kryjomu Jessikę i Liz. No niestety te musiały się odezwać czym spłoszyły Roota, który najpierw wolał się pośmiać.
R: Haha, ty je uwolniłeś, a one cie jeszcze wkopały!
Potem zwiał, a wilk poleciał za nim. Ja podbiegłam do Jessiki i Liz, z którymi czekałam na powrót Hyoko. Po pewnym czasie wróćił z dziwną miną i mruczał coś pod nosem, ale to już mnie nie interesowało. Wyszliśmy z jaskini i nagle coś złapało Jess...



*Jessika*

Nagle coś oplotło mi się wokół łapy. Była to pnącza, nie zdążyłam nawet zareagować, bo ona pociągnęła mnie za sobą, z dala od moich przyjaciółek. Stało się to tak szybko, że nawet nie zauważyłam, gdzie zostaję porywana, a po chwili leżałam już sobie pod grubą warstwą błota i korzeni. 
- To chyba jakiś żart! - Warknęłam
A potem zaczęłam wyć, na tyle głośno, na ile pozwoliły mi moje płuca, z nadzieją że ktoś mnie usłyszy. Skończył się to tak, że korzenie ścisnęły mnie mocnej, ale ja się nie poddałam. Wyłam tylko trochę ciszej i słabej. Jednak po chwili zabrakło mi sił i przestałam. W pobliżu siebie usłyszałam, że ktoś inny również wyje. Czyli chcesz złapać nas wszystkie tak? Po moim trupie! - pomyślałam z złością. Zaczęłam się wiercić, ale nic za bardzo mi to nie dało. Zbyt mocno trzymały mnie korzenie, ale i tak nie poddałam się. Zamiast poruszać całym ciałem, skupiłam się na jednej z łap. Udało mi się lekko nią poruszyć, więc wydobyłam z niej trochę ognia, który powoli podgrzewał błoto, a później palił korzenie, które nie były już wilgotne. Na nowo zaczęłam się wiercić, a suche błoto popękało i udało mi się wyczołgać z plątaniny korzeni. Otrzepałam się z ziemi i zawyłam po raz kolejny, ale na krótko. Efekt był taki, jaki chciałam, osoba, która wyła wcześniej, zrobiła to ponownie. Podeszłam za jej głosem i znalazłam się przed kolejną kupą splątanych korzeni,
- Liz ty też? - Wcale się aż tak nie zdziwiłam
- Poszłam ciebie szukać - Odpowiedziała
Zrobiłam to samo, co z swoimi korzeniami i pomogłam jej wyjść. Gdy skończyłam, a Liz wstała, usłyszałam za sobą głos znajomej wadery.
- Co jest? - Podeszła do nas przerażona Lili
Musiałyśmy jej tłumaczyć, że ten cały idiota Rooter się pode mnie podszywał. Cały czas mówiłam, że chce już stąd iść, jednak nie można było tak zostawić, niczego nie świadomego Hyoko. Oparłam się o jedno z drzew. Pierwszy raz nie miałam pojęcia co robić, one również. Więc nadszedł dzień głupich pomysł, zawyłyśmy we trzy z nadzieją, że nas usłyszy, a później podpaliłyśmy las i oddaliłyśmy się, żeby nie spłonąć...

*Lili*
L: Skoro mamy wieczór głupich pomysłów, to moja kolei. 
Wstałam i zaczęłam wracać się drogą, którą przyszłam. Zaczęło się ściemniać...  Znalazłyśmy to"rozwidlenie" na którym rozdzieliliśmy się z Hyoko. Rozejrzałam się uważnie i znalazłam ślad jaki zostawił Hyoko biegnąc za fałszywą Jess. Szłyśmy długo, a dziewczyny marudziły, a to że bolą je łapy, albo kiedy dojdziemy itp. itd. W końcu znalazłyśmy go. Wszyscy byli zmęczeni, więc przywołałam smoka i położyłam się na ziemi czekając. Pojawił się po jakimś czasie. Wspięłam się jako pierwsza i weszłam na najlepsze miejsce, czyli jego pyszczek. Ostatni wspiął się Hyoko, a gdy to zrobił Alios wzniósł się w powietrze. Lecieliśmy tak chwilę dając odpocząć naszym biednym zmęczonym łapom. Dotykałam chmur zachwycona jak zwykle lotem. Jednak Liz wolała leżeć pod ciepłym kocykiem w jaskini, więc musieliśmy przyspieszyć by nie marudziła zbyt długo. W końcu smok wysadził nas niedaleko mojej jaskini i zmienił się w Aliosa do kieszonki, jak to mówiły dziewczyny. Na szczęście było to tylko kilkanaście metrów od jaskini, więc nie zmęczyliśmy się bardziej niż byliśmy... 
Wskoczyłam do jaskini pierwsza. Podeszłam do lodówki jako człowiek i wzięłam chłodny sok. W sam raz na zakończenie takiego dnia. Dziewczyny usiadły sobie na środku pokoju jako ludki, a Hyoko położył się w kącie. Westchnęłam cicho i podałam dziewczynom koce. Pokazałam jakiś Hyoko, ale nie chciał, więc rzuciłam mu jakiś na pyszczek by miał. Szybko go strzepał, ale położył na nim głowę. Odłożyłam szklankę i położyłam się jako wilk na legowisku. Nie mam zamiaru spać. Nie chcę kolejnych koszmarów. Reszta też jakoś nie chciała zasnąć. Po jakimś czasie wstałam i zaczęłam chodzić niespokojnie po jaskini. Przypomniał mi się dziadek... 
J: Co jest?
L: Nic...
J: Właśnie widzę...
L: Cieszę się...
Ech nie można siedzieć tak bezczynnie cały czas... W pewnym momencie zawołał mnie Hyoko.
L: Po co?
H: No chodź. 
Podeszłam do niego. Wstał i położył pyszczek na moim grzbiecie sugerując, żebym się położyła. Zrobiłam co chciał i położyłam pyszczek na łapach. Rozłożył się obok mnie. Po jakimś czsie lekko mnie wywrócił na bok i położył łeb na mnie. 
J: Lili zawsze ci mówiłam, że dobra z ciebie poduszka!- zaśmiała się.
H: Prawda, jest nawet wygodna. 
Zaśmiałam się cicho. Później kolejna chwila ciszy.  
H: Po co zmieniacie się w ludzi?
Pytanie było nieco zaskakujące, ale wszystkie na raz zaczęłyśmy mu tłumaczyć, że zmiana w człowieka pozwala zrobić coś, co trudno dokonać pod postacią wilka. 
H: Bez sensu.
J: A jednak.
L: Czemu masz tak jakby jakiś uraz do ludzi?- spytałam w końcu. Zauważyłam to dużo wcześniej, jednak dopiero teraz nadarzyła mi się dobra okazja, by o to spytać. 
H: Doświadczenie.
Ta krótka odpowiedź nie była szałowa i nie satysfakcjonowała mnie, ale lepszy rydz niż nic.
L: Rozumiem...
H: Ty? Ciekawe.
L: A żebyś wiedział!- wstałam i poszłam położyć się w kącie z drugiej strony. 
Byłam na niego zła. Skąd może widzieć co ja wiem o ludziach?! Przypomniało mi się wydarzenie sprzed dołączenia do watahy... Ech. Kolejne minuty ciszy. Już miałam iść na siłownię, gdy usłyszałam coś o polowaniu. Dziewczynom spodobał się ten pomysł. Poszłam z nimi. Zastanawiałam się chwilę, czy zakładać zaklęcia ochronne na szybkiego, ale uznałam, że to strata czasu i potem tylko ich stracę z oczu. Poszłam przodem szukając czegoś. Wszyscy chcieliśmy zjeść porządną kolację, więc najlepsza byłaby duża zwierzyna. Z nudów odbijałam się od drzew. Po chwili usłyszałam stado jeleni. Wskoczyłam na drzewo i powoli szykowałam się do ataku. W sumie to czekałam tylko, aż reszta ustawi się na jakichś pozycjach. W pewnym momencie oderwał się od nas Hyoko i zaatakował pierwszego z brzegu jelenia płosząc tym samym resztę stada. Szybko zeskoczyłam i zablokowałam im drogę ucieczki. Szybko zlustrowałam stado i wybrałam jeden dorodny okaz. Skoczyłam w jego stronę i dorwałam się mu do szyi. Chwilę podduszałam wierzgającą zwierzynę, a gdy jeleń umarł oderwałam się patrząc na uciekające stado. Słyszałam skrawek rozmowy Jess i Liz. Ta druga mówiła, że nie jest w stanie zabijać, co było lekko dziwne. Kto by się tego spodziewał po naszej Liz? Hyoko zabrał martwą zdobycz a ja oblizując zęby podeszłąm do dziewczyn. Wilk skorzystał z naszego ustawienia i położył na naszych grzbietach jednego jelenia a sam poszedł przodem. 
 Chwilę coś tam marudziłyśmy, gdy zobaczyłam stojącego nad jaskinią Hyoko zostawiłam dziewczyny z jeleniem i podbiegłam do niego...

~ Jessu i Lili





 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz