poniedziałek, 2 stycznia 2023

Potęga czasu | 2

Alfa odczuła ogromną ulgę w momencie, kiedy każdy przyjął jej słowa do siebie i nie stawiał oporu ani w żaden sposób nie miał zamiaru się wykłócać, co byłoby lepszym planem działania. Najwidoczniej byt, który rozpościerał tak silną aurę na najbliższe otoczenie, wzbudzał trwogę w sercach i sprawiał, że każdy brał swoją rolę, jak i siły witalne na poważnie. Nawet Stellius posłusznie udał się za brązowym volfem, chociaż widać było, że przez moment zawahał się. Przystanął na skraju zejścia do doliny z jaskiniami, zastanawiając się nad tym, czy aby nie podejść do siostry. Ciężko było wywnioskować, co siedziało mu w głowie, chciał zapytać ją czy mógłby być wsparciem, a może wyznać sekret, który sprawiał, że nękało go ogromne poczucie winy? W końcu jednak odpuścił, nie chcąc komplikować i zabierać czas na działanie - przynajmniej pozornie. 

- Wspaniale. Jestem wdzięczna, wszystkim. - Alfa, mówiąc ostatni wyraz odwróciła wzrok od Hybrydy, aby swoje słowa skierować też do odchodzących osób.

Nie wiedziała czego, właściwie mogła spodziewać się po bycie zmierzającym ku Wilczemu Wzgórzu, zatem nawet wilki na terenie Doliny musiały mieć się na baczności. Skinęła głową w stronę Nethermore i zaczęła schodzić w dół zbocza na przeciw potencjalnemu zagrożeniu. Czarno-czerwony smok postanowił nie odstępować na krok swojej wieloletniej towarzyszki. Przybierając mniejszy rozmiar, wcisnął się do jednej z sakiewek po ziołach. Wystawał jedynie mu czubek łebka oraz ślepia, żeby mógł wypatrywać również niebezpieczeństwa. Podrapała go palcem po głowie, dodając wzajemnie otuchy. Słuchała słów nieznajomej, jednak mając na baczności swoje pozostałe zmysły, aby nie dać się zaskoczyć ani zauważyć.

- Radzę Ci uważać na jego zegarek. Dzięki niemu może spowalniać czas. - Zwróciła się do niej hybryda.

- Być może ten zegarek to również dobry punkt zaczepienia.. - Obróciła między palcami ostro zakończoną, jak grot strzały lodową sople, demonstrując przykładowy ruch, który wykonać może w ostateczności. - .. Trzeba by to zbadać. Nie wiem, co daje mu moc. - Kończąc zdanie, zatrzymała się nagle, słysząc bliższe ocieranie się butów o podłoże. 

Kątem oka dostrzegła również, że natura zdaje się zwalniać. Liście na gałęziach poruszały się w kompletnie nie naturalnym tempie, co tym bardziej zaalarmowało kobietę. Ciągnąć hybrydę w swoim kierunku, skryła się pomiędzy drzewami, najbardziej bujnie zarośniętymi przez bluszcz, w których cieniu wraz z czarnym płaszczem obie mogły być ciężko widoczne, ale nadal dobrze widzieć postać, która się do nich zbliżała. 

Wataha oczekując na obranych pozycjach nadciągającego nieznajomego w końcu doczekała się jego nadejścia. Z za ściany drzew, z cienia oświetlona światłem księżyca, z wolna objawiała się sylwetka istoty. By ostatecznie pokazać swoje oblicze w całości. Był to bowiem przeciętnej postury mężczyzna, mierzący na oko metr osiemdziesiąt, o rudo siwych włosach. Ubrany w nietypowe odzienie przypominające te z przed kilku dekad. Pod ciemnym grubym czarnym płaszczem spowijała go drobno spojona, pozłacana kolczuga. Przy swym ozdobnym złotym pasie umocowane są dwie złote obejmy, w których osadzono obsydianowe sztylety zakrzywione w lekkim łuku gdyby je połączyć przypominałyby swym wyglądem wskazówkę zegara. Jednak najbardziej intrygujący był przedmiot który posiadał. Tak naprawdę to on przyciągał uwagę w  pierwszej kolejności. Skrzętnie  związany, tajemniczy, złoty  zegar którego tarcza w odróżnieniu od zwykłego zegarka  posiada 14 przedziałów czasowych, nawet osoby nie znające się na magi czują się nie swoją spoglądając w jego kierunku.  Jednak największe przerażenie spada na twarze tych, którzy w swym kruchym życiu poznali cząstkę mocy bowiem mroczna aura uchodząca z tego nietypowego przedmiotu potrafiłaby przytłoczyć swą mocą każdego śmiertelnika. Krocząc dalej ostatecznie unosząc głowę ku wam ukazała się twarz wędrowca. Wzbudzając w was lekki nie pokój, ponieważ twarz ta wyglądała zarówno jak młody mężczyzna jednak dogłębnie się przyglądając widać było zarysy licznych zmarszczek. Oczy tego nietypowego młodzieńca były niemal pozbawione życia, a źrenice były tak małe, że niemal niewidoczne. Pora sprawdzić, co się zmieniło. Żółty blask mrugnął w prost z tarczy zegara, a czas w koło jakby  spowolnił, liście zaczęły opadać wolniej wiatr jakby ucichł, a postać jakby nieco przyspieszała idąc w waszym kierunku. Nagle powolne lecz zrozumiałe słowa, o starczej barwie dotarły do wszystkich zgromadzonych uszu. 

- Setki lat by ujrzeć bezradności. Alfa do mnie natychmiast 

Uniósł się pusty wzrok przeszywając dogłębnie każde oczy które były w niego wpatrzone.

Zatrzymał się wreszcie tak jakby był świadom tego, że jest obserwowany. Oczekując na nadejście wywołanej alfy.

Kiedy wyobrażała sobie podróżującego, przed oczami miała mężczyznę w podeszłym wieku, z brodą gęstą, co sięga do ziemi, choć wciąż utrzymującą swój naturalny kolor. A teraz spoglądała na kogoś, kto wyglądał, jakby dopiero zaczynał wchodzić w prawdziwe, dorosłe życie. Dopiero po chwili spostrzegła oznaki starości na jego skórze. Ten  kontrast rzeczywiście przyprawiał o niepokój, gdyż było to sprzeczne z naturą i zdrową logiką. Kiedy ich spojrzenia się skrzyżowały, chociaż wiedziała, że mężczyzna jej nie widzi, samoistnie ciarki przeszły ją po plecach. Mimo to nie mogła odwrócić wzroku od dziwacznej postaci. Jej spojrzenie stało się bardziej zacięte, kiedy ów osobnik zaczął nawoływać ją. 

- O wilku mowa. - Odezwała się Nethermore, a w jej głowie zaczął się rodzić niebezpieczny plan. Wzięła głęboki wdech na uspokojenie i popatrzyła na Sylvie.
 - Mam nadzieję, że dałabyś radę go osłabić. - Rzekła do smoka. 

Gad wzbił się w powietrze, obleciał Podróżującego przez wymiary, aby ostatecznie stanąć za nim. Przyjaciółka Nethermore rozwarła paszczę, z której wydobył się czarny bym przysłaniający w całości mężczyznę. 

- Radzę Ci się od razu poddać młodzieńcze. - Szepnęła do mężczyzny tak, aby jej głos brzmiał na bardzo ludzki nieprzypominający jakiejś starszej kobiety i wróciła do Hybrydy. 

 - Zostań tutaj, ja z nim spróbuję porozmawiać. - Poleciła hybryda. - Przepraszam, że Tobą w jakiś sposób, że tak to nazwę dyryguję, ale nie chcę, abyś zginęła. Ja przeżyłam już swoje lata, ty za to jesteś jeszcze młoda i musisz zajmować się watahą. Jeżeli nie umiesz zaczekać, możesz zajść go od tyłu i czekać na rozwój sytuacji. Nethermore udała się w stronę mężczyzny, jednak obróciła głowę i zwróciła się jeszcze do alfy: - Wybacz mi. Wyszeptała dwa słowa, obróciła się i podeszła bliżej do tajemniczej istoty. Z początku Hybryda była przestraszona, po chwili namysłu sytuacja ją rozbawiła. Miała okazję powalczyć z kimś na równym poziomie, jeżeli by trzeba było.

- Też przeżyłam swoje wiosny.. - Bezgłośnie zaczęła swoją wypowiedź. Zapewne nie mogła równać się wiekiem, lecz blisko 300 lat było dla niej sporym wynikiem, choć tak naprawdę dopiero po odnalezieniu pierwszych przyjaciół, Liz, Danego czy też Katy, poczuła co to znaczy żyć oraz czym tak naprawdę jest szczęście. Widziała po oczach towarzyszki, że jest nieugięta. - ..Ale mam wiele niedokończonych spraw nim będzie mi śpieszo na tamten świat. - Dopowiedziała, co właściwie było zgodne z prawdą. Musiała znaleźć waderę, którą rzeczywiście kochała dużo bardziej niż siostrę, uratować młodą alfę, znaleźć Fina, wycisnąć z niego wszystko co wie.. Nie spocznie dopóki nie nastaną spokojne czasy dla wszystkich. - Masz przewagę wiedzy, to zrozumiałe. - Wyszeptała z uznaniem, zagrażając jednak policzek i twardo patrząc na młodzieńca przez liście.

- Co Cię sprowadza do watahy i czego potrzebujesz od alfy, młodzieńcze. - zwróciła się do mężczyzny i dodała: - Radziłabym Ci nie igrać z czasem i go nie spowalniać. Z Twoim zegarkiem też radziłabym Ci uważać. Powiedziawszy to, dziewczyna uśmiechnęła się szelmowsko i czekała na jakąkolwiek reakcję lub odpowiedź.

Jessika naprawdę nie lubiła znajdować się w pozycji bezradnego obserwatora, ale również nie była głupia. Miała świadomość, że kiedy jedna z nich pozostanie w ukryciu, przynajmniej pozornie będą utrzymywać swego rodzaju przewagę nad wrogiem, który nie wie, czego się spodziewać. Była w końcu wilkiem alfa. Nie żadnym typem wojownika, a kombinatorką czy manipulantką wręcz chwilami, aby osiągnąć najlepszy cel dla swoich ludzi. Brakowało jej w tym momencie bety, która była wyśmienitym łucznikiem, ale to nie był czas na sentymenty i zranione serca. Sama musiała wziąć los w swoje ręce. Dotknęła dłonią podłoża, wczuwając się w wilgotną, nocną trawę i czekała na odpowiedni moment. No dalej, co masz mi do powiedzenia?, zastanawiała się.

Nethermore stała dumnie naprzeciw nieznajomego, będąc nieziemsko pewna swojej nieskazitelnej siły którą wypracowała sobie przez wszystkie dni jakie spędziła na tym świecie. Wszyscy obserwatorzy wpatrzeni w przeciwnika zamarli w micro sekundzie niczym w otchłani wiru. Wszystko zdawałoby się jakby nie poruszyć nawet na chwilę, wszyscy obserwujący jakby zastygli zdawałoby się, że nic nie uległo zmianie jednak w rzeczywistości tylko z pozoru. Tajemniczy rozmówca wlepił swoje bezlitosne, pozbawione źrenic niemal martwe oczyska, w stojącą na przeciwko niemu dumną, silną a przede wszystkim zdolną wojowniczkę. Zdawać by się mogło, że nawet odrobina oddechu nie uleciała z żadnych ust, lecz dzielna Hybrydka była właśnie w trakcje odczuwania najstraszliwsza  z możliwych jej uczuć, które było tak niezrozumiałe, że niemal wyrastające po za skale. Bo wiem w jej oczach czas się zatrzymał, a zdawałby się płynąć sec na sec, z minuty na minutę, w końcu z godziny na godzinę aby w końcu obrócić swoją oś o 356 dni. Tak w totalnym bezruchu jakby zamknięta w swojej własnej przestrzeni, ręce i nogi zaczęły jakby sztywnieć od licznych dni spędzonych w jednej pozycji. A do jej uszu z daleka dobiegał wolny starczy głos, którego aby zrozumieć  niemal musiała wsłuchiwać się przez pierwsze miesiące upływającego czasu. 

- Nie mam czasu na rozmowę z kimś kto nie przewodzi, wy zresztą też go nie macie. 

Kończąc  słowa wypowiedziane przez dziwnego przybysza, ocknęła się jakby z letargu, a wszyscy tak jakby zamierając widzieli jak postać przemieściła się jakieś 100 kroków mijając wszystkich, po czym z wolna się obróciła przemawiając, wraz z wypływającą krwią z ust.

 - Nie mamy czasu by błądzić w waszych domysłach, jeszcze raz powtórzę gdzie alfa. - Rozbiegł się wolny, starczy lecz doniosły nieco poirytowany głos, postać sama w sobie podparła się o pobliski konar drzewa chwytając się za serce. Zegar zaś zaczął poruszać się z powrotem w dużo wolniejszym tempie.

Ci głupcy zmarnowali cały mój wysiłek ale mamy jeszcze trochę czasu, przeklęci czy po to... Grymas złości pojawił się na policzku mężczyzny.

Alfa długi czas spędziła w bezruchu. Każdy jej oddech był spokojny, miarowy, a przy tym niezwykle delikatny, aby ledwo muskać listki bluszczu wyrastające przed jej twarzą. Przyglądała się bacznie spotkaniu, które miało miejsce tuż przed nią, dosłownie w odległości kilku lisich ogonów. W swoim przekonaniu musiała być gotowa na najmniejszy ruch, który świadczyłby o zagrożeniu, aby wspomóc nieznajomą niewiastę, którą pociągnęła z sobą na to badanie. Czuła na swoich barkach ogrom odpowiedzialności za wiele istot, których życie mógłby kosztować jej własny błąd. Wyczekiwała momentu, w którym mogłaby sama zaskoczyć oponenta. Czuła, jak nocna rosa lawiruje między jej palcami, gotowa, aby pochwycić niebezpieczeństwo w swoje szpony. Cierpliwość i spokój. Wiesz, że to twój klucz do sukcesu, powtarzała sobie w myślach, zbierając coraz liczniejsze pierwiastki wody z otoczenia. W pewnym momencie się zatrzymała, a po chwili zewsząd dało się słyszeć pluśnięcie pojedynczych kropel cieczy, które obijały się o siebie nawzajem czy też spadały na glebę lub uderzały o sąsiednie źdźbła trawy. Co prawda, nie była to spora wysokość, lecz wyczulone uszy maga były w stanie na to zareagować. Nie było możliwym znalezienie jednego źródła, kogoś kto pociągał za nitki tej magii, jedynie wiadomym było to, że poruszona woda znajdowała się w bliższej lub dalszej odległości, ale dookoła tajemniczej postaci kontrolującej czas.

Za jednym mrugnięciem, alfa poczuła jak jej ciało ogarnia odrętwienie oraz w stanie była czuć wręcz mrowienie na skórze. Nie potrafiła utrzymać swojej bojowej gardy. Z trudem pozostawała w bezruchu. Chociaż jej umysł był w pełni sprawny, wypoczęty, tak wrażenie miała, jakby długie miesiące spędziła kucając w jednej pozycji w zaroślach. Palce u stóp niemiłosiernie ją zabolały. Musiała powoli osunąć się na ziemię, pozwalając zastygłym mięśniom na rozluźnienie. Wraz z tym posunięciem miała wręcz wrażenie, że nieprzyjemnie strzelają jej zastygłe stawy. Wstrzymała oddech myśl, że ktoś mógłby zwrócić na to uwagę, ale dwójka postaci sprawiała wrażenie pochłoniętych własną grą. Aerin zdawał się być w równym szoku, kiedy delikatnie poruszał pazurami z łapą wyciągniętą ku górze. Alfa wzięła przykład z smoka, kręcąc swoimi nadgarstkami oraz starając się wytłumaczyć swoją nagłą słabość, jak i dziwaczne uczucie samo w sobie.

Nethermore widząc, wizję na początku się zmieszała. Chciała, żeby odeszła tak szybko, jak przyszła. Po przeanalizowaniu jednak sytuacji dokładnie ją obejrzała. Mogła zawierać wskazówki dotyczące pokonania nieznajomego. W wizji ujrzała śmierć wilkołaka podobnego do alfy, dużo młodszy las, jak za czasów jej młodości i grupę ludzi. Osób z podobnymi mocami, co podróżujący przez wymiary. Był tam i również ten sam mężczyzna. Każda ze stojących tam istot pachniała dziwnie znajomo, a jednocześnie tak odlegle. Ich krew miała inny zapach, zapach przestępstwa, krwi innych i licznych morderstw. Dziewczyna miała wrażenie, że przeniosła się do tamtych czasów i miejsca. Wszystko było realne, nie dała się ona temu omotać. Cały czas powtarzała sobie w głowie jedno zdanie. To jest tylko wizja, nic innego. Nie daj się temu omotać. Po niezapowiedzianym "seansie" Hybryda zamknęła na chwilę oczy, aby przeanalizować to, co właśnie ujrzała. Szybko dotarło do niej, co jest celem nieznajomego. Wiedziała, że nie może do tego dopuścić.

 - Alfy nie ma. Nie wiadomo kiedy wróci. - Rzekła dziewczyna, modląc się w duchu, aby kobieta nie  zdradziła się. 

Nie była zadowolona z kłamstwa, ale nie mogła dopuścić do jej śmierci. Powiedziawszy dwa zdania, odbyła sztyletu i szybkim ruchem zbliżyła się do tajemniczej postaci. Przyłożyła ostrze do jego szyi

Alfa patrząc przed siebie, doszła do wniosku, że Hybryda mogła też tego doświadczyć podobnego wrażenia. A może nawet czegoś więcej? Wpatrywała się w końcu w przerażająco-martwe oczy swojego rozmówcy z ciężkim do rozgryzienia wyrazem na twarzy. Coś ją zmartwiło? A może to jedynie przelotne wrażenie i na twarz obcej kobiety przelewa swoje własne w głębi skryte odczucia. Jessika niewiele mogła wywnioskować z swojego położenia, kiedy widziała jedynie jak na krótką chwilę hybryda przymyka oczy. Nie miała pojęcia, co się między nimi wydarzyło, dlatego tym bardziej sama w napięciu wyczekiwała dalszych wydarzeń. Słysząc kolejne słowa, które padły z ust Nethermore, jakby zagwozdka, która pojawiła się w głowię blondwłosej lycantropki, zeszła na jeden z możliwych torów. Nie pomogło to jej jednak, a wręcz podsunęło kolejne pytania. Czyżby ten mężczyzna mógł porozumiewać się również z pomocą myśli? Jest telepatą, a może jak i ona zna sekret magii snów?

 - Dziękuję za uraczenie mnie tą jakże niezwykłą wizją. Nie pomyślałeś, że zdradziłeś mi w taki sposób cel swojej podróży, a może miałeś to na celu? - Powiedziawszy to, dziewczyna uśmiechnęła się i dodała: - Nie musiałeś mi tą wizją również pokazywać, że jesteś mordercą, czuć to po Twojej krwi. Lepiej, żebyś wracał tam, skąd przyszedłeś. Jesteś osłabionym i łatwym celem dla watahy. Nie chcesz przecież umrzeć. Jeżeli jednak chcesz, to powiedz słowo, a Cię zabiję. 

Hybryda wiedziała, że ma nad nim lekką przewagę. Namyśliła się chwilę i dopowiedziała ściszonym głosem, tak aby podróżujący przez wymiary ją usłyszał:

- Wiedz jednak, że nie lubię bez przyczyny zabijać ludzi. Chętnie bym Cię puściła, zapominając o całej tej sprawie. Członkowie watahy jednak patrzą i nas obserwują, więc puścić Cię nie mogę. Jeżeli okoliczności byłyby inne, to byś odszedł stąd i nigdy tutaj nie wracał.

Dziewczynie sprawiało przyjemność igrania sobie z mężczyzną. Czuła się w swoim żywiole, a wizja, jaką ujrzała, tylko jej pomogła. Cały czas podczas rozmowy z nieznajomym na jej twarzy gościł szelmowski uśmiech, co nie zdarzało się często. Osoba, która przed nią stała była częścią, przez większość wyspy, zapomnianej i starej legendy. Legendy o osobach, które ów wyspę przejęły i doprowadziły do wybicia wszystkich odmiennych ras oraz o ich nagłym zniknięciu. Cały czas dziewczyna wiedziała, że nie jest to tylko stara historia, ale prawda. Inaczej by się mężczyzna nie pojawił. Jak mówią, "w każdej legendzie jest ziarno prawdy". To, czy jednak i tutaj jest to ziarenko, stawało pod znakiem zapytania. Odpowiedź na to można było wyczytać w oczach podróżującego przez wymiary...

Nie umknęło uwadze alfy, że osobnik, do którego hybryda przywarła z ostrzem sprawiał wrażenie zmęczonego, nawet pokusiłaby się o powiedzenie, że wycieńczonego. Budziło w niej to empatię. Przypomniało, dlaczego chciała zawsze znać powód działań drugiej strony. Każdy mierzy się z swoimi niedogodnościami. Chcąc myśleć w miarę trzeźwo, z korzyścią dla swoich przyjaciół, musiała odrzucić swoją ciepłą stronę w kąt. Przynajmniej na razie.  Powiodła spojrzeniem w dół na małego gada, który nie ruszał się z sakiewki pomimo wszelkich niedogodności. Smok najchętniej rozpostarłby skrzydła, lecz nie mógł zwracać teraz na siebie uwagi. Również i on spojrzał na swoją towarzyszkę. Rozumieli się niemal bez słów - wystarczyło chwilowe spotkanie oczu i delikatne skinienia głową.

Też to czułeś?

Lepiej niż ci sie zdaje.

Myślisz, że wie o nas?

Smok odwrócił się w kierunku podstarzałego młodzieńca, a następnie niepewnie się skrzywił. Zmrużył ślepia, nieco pochylił łeb. Ciężko było mu cokolwiek wywnioskować, jakby nieznajomy nie niósł z sobą energii emocjonalnej, żadnej woni, reakcji, którą mógłby się w tym momencie smok pokierować. Był dla niego aktualnie nieczytelny. A zaraz później spojrzenie smoka, która utkwione było w waderze się zmieniło, w końcu potrafił zagłębić się w uczucia osoby, z którą spędził tyle lat. Wyrażało znajome dla niej - Nie planujesz nic głupiego, prawda?



niedziela, 1 stycznia 2023

Potęga czasu | 1

Stellius nawet nie raczył spojrzeć na atakującego go rozmówcę. Zaciskał szczękę i piorunował wzrokiem najbliższy kamyk, lecz wiedział, że Luke ma rację z tym, że jest wiele rzeczy, za które mógłby żałować, ale lycan nie miał pojęcia jak on sam się czuje, a i nie zamierzał tego wyjaśniać. Westchnął, odchylając się do tyłu i podpierając się o dłoniach, spojrzał ponad siebie. 

- Po pierwsze, sam jestem słabszym ogniwem w rodzinie, a jednak stałem się tym, który przeżył pewną wojnę w wieku szczenięcym. Wystarczy umieć obrać dobrą stronę. - Rzekł. 

Zacisnął szpony jednej z dłoni w korze drzewa. Nie był gotów na rozmowę o właściwym temacie. Uciekł wzrokiem na bok, w kierunku, z którego widać było w oddali morskie fale, rozświetlone blaskiem księżyca. Czasami czuł się jak ta ciemna, zimna morska głębia, którą stara się oświetlić blask własnej siostry, lecz nie jest w stanie tego zrobić. Ani Luna, córka księżyca, ani Lux, córka słońca.

- Zapytaj mojej siostry, gdy wróci, co robiła w wiosce. - Rzekł z obojętnym wyrazem twarzy.

Trzepot skrzydeł przyjaciółki hybrydy dało się słyszeć z bliskiej odległości. Nethermore wiedziała, że Sylvie zaraz tu będzie. Przyjęła odpowiedzi, jakie udzieli jej wilkołak na chłodno. 

- Z pewnością ją o to spytam. - Powiedziała dziewczyna.

Wolała nie drążyć dalszego tematu, skoro będzie miała okazję dowiedzieć się tego od alfy. Postanowiła więc poczekać na przybycie smoczycy. Czekać nie trzeba było długo, bo już po paru minutach było ją widać. Będąc już na wzgórzu, Sylvie odstawiał na ziemię całą trójkę i zmieniła swój rozmiar, lądując obok swojej właścicielki. Hybrydą kucnęła i pogłaskała gada. 

- Dobrze się spisałaś Sylvie. - Rzekła do smoka i wstała. - Powitać szanownych państwa. Widzę, że Twój plan szanowna kotko spalił na panewce i znalazłaś się przez to w podbramkowej sytuacji. Najważniejsze, że obyło się bez poważniejszych komplikacji. - Powiedziała do kobiety i swój wzrok skierowała na wilkołaka. - Witam szanowną alfę tej watahy. Zdaje się, że masz ze swoim bratem do porozmawiania.

- Nie z takich potrzasków wychodziłam. - Yui z gracją zeskoczyła z łap smoczycy, lecz szybko się skrzywiła, czując pieczenie na poduszkach.

 Ruda zmiennokształtna nie lubiła, kiedy ktoś ją pouczał, zwłaszcza, kiedy dla dobra sprawy stawiała na szali wszystko, co mogła; w tym i jedno z kilku żyć, jakie jej pozostały. Usiadła na trawie, oblizując otarte miejsca.

 - Grunt, że najważniejsi wojów nie pilnowali placu. - Kontynuowała między mlaśnięciami. 

Wyraźnie nie była zadowolona z tego, że nie usłyszała żadnego słowa otuchy, choć przyświecał jej cel, którym było trzymanie ludzi z dala od wiedzy, o niektórych, wręcz mitycznych istotach, poza rzecz jasna, kupieniem odpowiedniej ilości czasu. Sam ogień mógłby nie zebrać aż tylu ludzi na długo. Zwyczajnie wiatr mocno im sprzyjał tej nocy.

Wraz z przybyciem Sylvie, która w większych rozmiarach emanowała silną, magiczną energią, na Wilczym Wzgórzu wyłonił się czarno-czerowny łebek. Z zaciekawienia emitował z kolców przyćmionym, lecz czerwonym światłem. Mimo to w pierwszej kolejności popędziły do swojej właścicielki, aby się przywitać, wzlatując i zajmując miejsce na jej barkach. Kiedy tylko była cała, wiedział, że ktokolwiek by nie szwędał się po okolicy, wszystko musiało być pod kontrolą. Kobieta uśmiechnęła się delikatnie, skrobiąc Aerina pod brudką, kiedy ten niczym kot, otarł się o jej lico. Stężała jej jednak mina, kiedy zaczęła oglądać się po zgromadzonych. Sam smok w tym czasie również poderwał głowę, wczuwając się w emocje alfy. Nie wiedziała czy być zła na brak odpowiedzialności, czy się cieszyć, kiedy wzrok padł na jej brata. Nie rozumiała kiedy się tu znalazł i co robi z nimi ruda kotka. Z ogromną ulgą przyjęła obecność Yalca i Aki, ale i nie wiedziała, co robi tutaj hybryda. Pierwszą osobą, która przerwała jej bieg myśli był Luke, podchodząc na przeciw niej. Skłonił się, bardziej na pokaz przykładnego członka watahy, a w jego oczach malował się uszczypliwy uśmiech i nieme "A nie mówiłem?".

- Pójdę uspokoić zebranych w Dolinie. - Odezwał się i zniknął w ciemności, kiedy alfa skinęła głową, choć kopnąć chciała go w kostkę.

W zasadzie sam Stellius wyglądał, jakby potrzebował otuchy, ponieważ, kiedy tylko jego spojrzenie spotkało się z siostrą, w pierwszym odruchu chciał się zmyć i uciec, ale pozbawiony był na to wszelakich sił. Gnębiło go poczucie winy, którego póki co dzielnie ukrywał pod maską zobojętnienia. Sama jego siostra nie ruszyła na powitanie rodzeństwa. Była póki co w roli liderki, która musiała zaprowadzić porządek i dowiedzieć się wszystkiego. Przyglądała się kobiecie przed sobą, zastanawiając się czy miały możliwość się wcześniej spotkać. Sama również spędziła długie lata na tym świecie, choć może i nie na tej wyspie.

- Zdaję mi się, że do pogadania mam z wszystkimi. - Rzekła w końcu. - I będzie to długi wieczór, a na takie najlepsza jest herbata własnoręcznie zbieranych ziół.

Wskazała drogę do swojej jaskini. Kątem oka zerknęła jeszcze na volfa, którego kruk nie odstawiał na krok. Dla obojga musiał być to niezwykle emocjonujący dzień. Uśmiechnęła się w ich kierunku, nie wiedząc jak słowami jeszcze wyrazić wdzięczność za całe poświęcenie włożone od początku dla jej sprawy.

Brązowy volf wylądował zgrabnie na ziemi i rozejrzał się po okolicy. Nethermore jest Stellius jest Sylvie, Aki, Yui i Jess są. Nawet jest tutaj Luke. Ciekawe czy przekazał alfie to o czym rozmawiali przed akcją w wiosce. Pewnie nie. Aki wyraźnie zmęczona podróżą wylądowała na nim i spokojnie obserwowała podobnie do Yalca innych. Ta akcja mogła pójść źle w każdym momencie a mimo to wyszli z tego cało. Nieźle. Poczuł czyjeś spojrzenie na sobie. Obrócił się i zauważył że przeczucie go nie myliło. Jess patrzała na niego z uśmiechem w jak się domyślił geście wdzięczności. Odwdzięczył uśmiech alfy i w końcu się odezwał.

- Herbata nie brzmi źle.

- Tak, herbata nie brzmi źle i jest też dobrym pomysłem. - Powiedziała dziewczyna i lekko uśmiechnęła się. 

Cieszyła się, że będzie mogła w końcu porozmawiać z alfą, gdyż od jakiegoś czasu myślała o dołączeniu do watahy. Oczywiście wiązałoby się to z obowiązkami, ale w tych czasach, jakie nastać musiały, nie byłoby jej na rękę. W końcu wojna wisi na włosku, a pamięta, że o mały włos nie zginęła z rąk ludzi podczas wojny. Aż na samą myśl się wzdrygnęła i podążyła za alfą.

Pod czas gdy wioskę spowiły kłęby dymu i macki ognia. Chłód nocy coraz bardziej ogarniał swymi objęciami całą wyspę, a jego epicentrum niczym lodowiec przeszywało centrum lasu, otulone silnym objęciem zmagającej ją wichury. W samym centrum tej mroźnej anomalii nagle z wolna rozpaliła się jedna iskra mrocznej esencji, która niemal w mikro sec, a nawet i szybciej coraz gwałtownie przeradzała się w płomień, a z niego w pożar energii który objął, w końcu każde możliwe miejsce tego osobliwego świata. Ostatecznie gwałtownie wybuchł i skumulował się w jednym miejscu tworząc niesłychanie potężna aurę, którą wytwarzał nikt inny jak wydawać by się mogło nędzny ludzki byt. Lecz żadna nawet najbardziej nie roztropna istota nie ośmieliła by nawet w ułamku sec zlekceważyć jej potęgi. Nagle w okolicy lasu czas jakby pomału zatrzymywał się w miejscu. Mroczna nieokiełznana aura naznaczyła ciszą okolice, w której pojawił się ta postać. Był to przeciętnej postury mężczyzna poruszający się bardzo powoli niczym schorowany starzec. Zawiodłem ... Muszę... Obiecałem...Niewielka kropla pełna goryczy żalu, spłynęła wolno po popękanej cerze policzka by finalnie opaść na ściółkę. Nie mogę zamknąć powiek nawet jeśli na nowo mam pełzać niczym gad kolejne tysiąclecia. Myśli błąkały się w głowie tajemniczego człowieka, który coraz pewniej kład swoje stopy w kierunku wilczego wzgórza. Czas poruszał się bardzo powoli lecz nieubłaganie, kroki kroczyły dalej by w końcu znaleźć się blisko podnóża wzgórza. Dzień choć pełen wrażeń nie miał jeszcze dobiec swego końca, a dzielna wataha nie miała zbyt wiele czasu by świętować udaną misję ratunkową. Teraz musiała stawić czoło temu co kroczy niechlubnie w stronę ich legowiska.

- Chyba nie prędko będzie dane nam porozmawiać i wypić tę herbatę. Zbliża się w naszym kierunku "Podróżujący między wymiarami", tak bynajmniej nazywają go Ci, którzy kiedyś go spotkali i przeżyli z nim starcie. Bardzo ciężko się z nim walczy z tego, co słyszałam. Jeżeli ma do wykonania jakieś zadanie, aby nikogo nie zawieźć, zrobi to choćby za cenę swojego życia. Zabić potrafi wszystkich, którzy staną mu na drodze. Być może przybył tu z Twojego brata Stelliusa, szanowna alfo. Jeżeli mogłabym Ci podpowiedzieć, to radziłabym wysłać zwiadowcę i postawić strażników, aby bacznie obserwowali teren. - Rzekła dziewczyna i bardzo się za zaniepokoiła. Zastanawiała się, co on robiłby w takim miejscu. Miała nadzieję, że jej obawy nie okażą się słuszne. Nie była zadowolona z ewentualnego spotkania się z mężczyzną.

Aerin badał wzrokiem smoka, który był dla niego znajomy, z pewnością z młodzieńczych lat, kiedy żył wraz z swoim bratem, smokiem życia w swoim wymiarze. Delikatnie zmrużył przy tym ślepka, gdyż coś mu nie odpowiadało, lecz wiedział, że jego właścicielka ma teraz inne, ważniejsze sprawy do omówienia. Fuknął jedynie pod nosem, kiedy spojrzenia smoków się rozminęły. Zeskoczył z ramienia kobiety, zamierzając poprowadzić gromadę w kierunku jaskini alfy. Wtem zatrzymał się nagle, podobnie jak jego właścicielka, którą ogarnęło ponownie ciężkie uczucie chłodu, zupełnie jak wtedy, gdy znalazła się w wiosce. Gdyby była w swojej naturalnej, wilczej postaci, najpewniej cały ogon zjeżył by się jej z góry do dołu. Ale teraz dopadła ją gęsia skórka. Skupiona na rozmyślaniu oraz niepokoju, który ogarniał jej ciało i serce, zignorowała chwilowe zniknięcie Hybrydy z wzroku, która po raz kolejny poszła pogonić Ramesa.

┅┉┉┈┄┄┅┉┉•◦ೋ•◦・❥・◦ೋ             ✧.*⠀⠀

Natchniony mocą swej cudownej zbawicielki. Mimo chłodu i silnego wiatru wykrzesał ostatnie siły swej woli by ruszyć w stronę swej wioski, którą teraz można było z łatwością odnaleźć z powodu oblepianych ją ogni piekielnych.* Bogowie przecie i ja temu winien, lecz nie teraz płakać nad tym com uczynił wszak ma luba mi objaśni, czym prędzej wracać mi trzeba.* Myśli młodzieńca przerwała jednak potężna fala energi, którą odczuł młodzieniec w postaci olbrzymiego lęku, jednak uległ  diametralnej zmianie gdy tylko jego źródło udało się w stronę, w którą odszedł jego aniołek.
- Na wszelkie demony, toć tę monstrum piekielne, ten czort diaboł jaki idzie w stronę mej, wybawicielki mej gwiazdy zaranej, mego płomyka nadziej co to rozszarpała na strzępy mą boską niełaskę ponurego życia. Nie pozwolę już idę kwiatuszku choć bym miał swe własne życie oddać ocalę cię tymi o to ręcyma.
Kończąc monolog chłopiec był już w trakcie zawracania w kierunku, w którym udało się jego rozkoszne pragnienie owiane miłością. Goniąc wolnymi kroczkami istotę, która emanowała tak silną grozą, że chodź młodzieniec zaślepiony miłością kroczyć nie zaprzestał, to trząść ze strachu ni w ząb nie potrafił.
Dziewczyna, usłyszawszy biegnącego, a raczej idącego w ich stronę Ramesa zeszła ze wzgórza i wyszła mi naprzeciw.
 - Jeżeli chcesz poinformować o zbliżającym się niebezpieczeństwie, to nie musisz tego już robić. Ta mroczna fala już dawno do mnie dotarła i do innych zapewne też. Weź tę substancję. - Powiedziała, wyciągnęła z torby fiolkę z granatową substancję i podała ją młodzieńcowi, po czym dodała: - Wypij zawartość butelki aż do dna. Doda Ci ona szybkości i uleczy Twoją nogę. Biegnij, jak najszybciej będziesz mógł w stronę wioski, nie oglądaj się za siebie i biegnij z daleka od Podróżującego między wymiarami. Nie staraj się nam pomóc, gdyż może Ci się coś stać. Bardzo doceniam to, że zdecydowałeś się o tym poinformować.
Rames ocierając pot z przed oczu po jakże ciężkiej przeprawie, nie odpuszczając czuł w sercu, że jeśli nie dotrze do swojej ukochanej to być może nigdy więcej jej nie zobacz na własne oczy. Jego przeczucie mówiło mu z każdym krokiem, że dziś nastąpi przełomowy dzień w jego życiu coś co może wpłynąć na cały jego malutki świat, który do niedawna zamykał się w niewielkim pokoju wraz z kawałkiem płótna. Jednak teraz na nowo zobaczył swoją boginie, która swym anielskim głosikiem niczym śpiewem uradowała jego serce. Nie sprzeciwiał się przyjęciu fiolki opróżnił ją wierząc w dobre zamiary pięknookiej kobiety, jednocześnie napawając się jej miłym słowem.  Jednak nie postanowił wysłuchać  dalszej prośby o ucieczce, dezercji przed "Podróżujący między wymiarami".
- Jakim byłbym mężczyzną gdybym zostawił kobietę na pastwę potwora, to byłoby gorsze niż śmierć. Nie potrafiłbym spojrzeć nigdy w swoją własne oblicze. Poza tym nigdzie indziej nie będe bardziej bezpieczny niż z tobą kwiatuszku, wszak jest tu mityczny smoku na którego skrzydłach unosiła się dzisiejszej nocy. Wątpię żeby ktokolwiek inny  mógł stawić mu czoło jak nie twoi kamraci. 
 Kończąc zdanie uważnie wpatrzył się namiętnie w oczy tej która rozpaliła jego serce. Po czym powędrował swoim wzrokiem dokładnie po jej ciele nie pomijając nawet najdrobniejszych szczegółów. Napawając się cudnym ciałem swej wybranki.
- Nie myliłem się w swej ocenie, nawet boginie mogły by popaść w zazdrość. Zdradź swe imię o piękna, wszak lepiej wiedzieć nim ten potwarz tu przybędzie, kto wie co przyniesie nam los najbliższy.

✧.*⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀•◦ೋ•◦・❥・◦ೋ•┈┄┄┅┉┉╯

Dziewczyna weszła na wzgórze i zwróciła się do wszystkich, z którymi rozmawiała, a w szczególności do alfy. 

- Za mniej więcej pół godziny, a może nawet mnie tutaj dotrze. Jaki jest plan działania? 

Powiedziawszy to Nethermore pomyślała o wszystkim, co mówił jej, na temat tej osoby, szaman z Watahy Białej Zorzy. Żadnych informacji na jego temat nie przeoczyła. Miała nadzieję, że informacje o nim i jego słabe punkty przypomną jej się podczas walki. Nie była optymistycznie nastawiona do całej sytuacji. Denerwującym dla niej było już to, że akcja ratunkowa o mały włos się nie udała, a kotka straciłaby życie. Jeżeli wziąć pod uwagę to, że Stelliusem zawładnął demon, to może być tak, że podróżnik ma z nim do załatwienia sprawy. Ewentualnie ludzie mogli go nasłać na nas, chociaż jest to mało prawdopodobne. Ludzkie istoty nie bratają się z takimi osobami. Kiedy dziewczyna tak rozmyślała, ku jej oczom pojawiła się bańka koło wilkołaka i alfy. Wiedziała już, co jest celem mężczyzny. Uśmiechnęła się szyderczo i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Nie musiała przebijać walki, gdyż sama po chwili pękła, co mogło wskazywać w jakimś stopniu na osłabienie podróżującego. Teraz już wiem, co może pomóc nam w walce. - Pomyślała dziewczyna i obserwowała teren oraz czujnie nasłuchiwała dźwięków otoczenia. Być może będzie trzeba oglądać kogoś śmierć. Los i przeznaczenie są zawiłe. Nigdy nie potrafi się dokładnie ich odgadnąć, lubią być zmienne jak rzeka i bardzo kapryśne. Czas miał wszystko pokazać...

 - Przede wszystkim nie będę nikogo zbędnie narażać. - Rozpoczęła swoją wypowiedź, spoglądając na każdego po kolei. 

Wiedziała, że ma styczność z prawdopodobnie zmęczonymi po całej ewakuacji stwierdzeniami. Zwłaszcza, miała świadomość, że Yalc oraz Aki byli na nogach od świtu, a jeszcze dzień wcześniej volf doznał osłabienia i spędził noc w grocie z medykiem. 

- Nie wiem kim on jest i nie sądzę.. - Alfa na chwilę się zawahała i zamilkła.

Tak naprawdę nie mogła ręczyć za swojego brata, wiedziała, że potrafi wplątać się w różnorodne tarapaty przez swój charakter i ignorancje. Co prawda, już dawno temu wraz z Lili i Frost pozbyły się demona, który gnębił ich oboje i doprowadził do rozłamu rodziny, ale nigdy nie mogła mieć pewności czy ktoś nie złamał pieczęci. W końcu już raz się wydostał. Mając dostatecznie dużo energii, jest w stanie manipulować sercami istot i na chwilę ujawniać swoją obecność. Ukradkiem zerknęła w stronę, która prowadziła do jej jaskini. Częścią rytuału uwolnienia jej demonicznego dziadka był amulet, który skrzętnie schowała na dnie szkatułki pod łóżkiem. Dla pewności zatopiony był w ziołach odpędzających nieczyste dusze, w tym i opętanych. Pokręciła głową. Nie ma teraz czasu, aby sprawdzać takie rzeczy. 

 - Kimkolwiek jest, chcę najpierw poznać jego zamiary, intencje wobec nas. - Rzekła w końcu, marszcząc brwi w konsternacji. Jej dobra dusza mówiła jej, że nie może podjąć działania na podstawie pochopnych wniosków, a jeśli tylko byłoby możliwe, pomogłaby każdemu odnaleźć swoją drogę. Podniosła wzrok na Yalca. - Mogłabym cię prosić, żebyś zajął się Stelliusem? - Zapytała z skruchą w głosie, kiedy poraz kolejny zostawiała volfowi upierdliwy obowiązek utrzymania przy życiu niewdzięcznego lycana. - Zbierzcie się w dolinie i wyznaczcie warty. - Dodała już bardziej brzmiąc jak na przywódcę przystało. Następnie postąpiła kilka kroków w stronę wilkołaka, który nadal siedział przy kłodzie. - A ty nie waż mi się sprawiać kłopoty. NAPRAWDĘ chcę z tobą poważnie porozmawiać. - Rzekła wskazując na niego palcem. Choć wyglądała na surową, w rzeczywistości nie wierzyła, że w tym przypadku jej męska kopia z krwi i kości w czym zawiniła. - Oraz dziękuję za twoje poświęcenie. - Dodała nieśmiało.

 Nie często miała okazję dzielić się takimi słowami z rodziną. Sam Stellius choć z początku był oburzony, tak sam poczuł się zaskoczony i nie wiedział, co powinien odpowiedzieć. Sama zaś alfa nie miała czasu czekać na reakcję z jego strony, kiedy coś możliwie niebezpiecznego nadciągało. Kiedy odwracała się w innym kierunku, usłyszała tylko ciche "Przepraszam", wydobywające się z ust blondyna. W końcu stanęła na przeciw hybrydzie.

- Poproszę cię o pójście ze mną. Razem sprawdzimy zagrożenie, a w razie potrzeby twoja smoczyca może przyzwać wsparcie z watahy, skoro potrafi posługiwać się naszą mową - to moja propozycja. - Spojrzała w oczy swojej rozmówczyni szukając w nich sprzeciwu czy jakiegokolwiek zawahania.

- A co ze mną?! - Wtrącił się dziewczęcy głosik, kiedy ruda kota doskoczyła pomiędzy nogi dwóch kobiet, stojących na przeciw siebie. Widać było, że poruszała się dość pokracznie, ponieważ poduszki łap piekły ją nieco w obdartych miejscach. - Wciąż tutaj jestem. - Dodała.

Spojrzała w dół, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Poruszyła palcami, a pod łapami kotki, pojawiła się krucha warstwa lodu, lecz zdecydowanie wystarczająca, żeby przynieść jej chwilową ulgę w bólu. Widziała zaciętość w oczach kotki, choć nie był to zdecydowanie typ wojownika. 

- Nasz medyk udzieli ci wsparcia jako wdzięczność za udział w naszej sprawie. - Odpowiedziała.

Yalc badał wzrokiem słuchem i węchem okolice ale nic nie przykuło jego uwagi. Dopiero słowa hybrydy o podróżującym między wymiarami rozjaśniły mu mgłę która powstała w jego umyśle i która nie pozwalała zwiadowcy skupić się w pełni. Już chciał wysłać Aki na wstępny zwiad jednak i jego myśli i alfa powstrzymały go od tego. Przytaknął na prośbę Jess i kiwnął głową w stronę doliny żeby dać znać Stelliusowi że idą właśnie tam. Miał jedynie nadzieje że nie będzie sprawiał kłopotów chociaż nie powinien. Mimo wszystko był im wdzięczny życie.

-W takim razie herbatka sobie poczeka. Zapowiada się długa noc... - Mruknął ponuro i zaczął kroczyć w stronę doliny gdy na chwilę zatrzymał się i obrócił do Yui. - Ty też chodź. Ryzykowałaś życiem nie zostawimy cię tak. Postaram się załatwić coś do jedzenia dla wszystkich. - Ponownie obrócił się w stronę doliny i powoli maszerował w jej kierunku.

- Oczywiście, że z Tobą pójdę. Chyba nie myślisz, że ewentualnie będziesz z nim sama walczyć. - Powiedziała hybryda do alfy i wyciągnęła z torby obojczyk w dwóch częściach. Założyła je na szyję i obydwa fragmenty spięła ze sobą. Cieszyła się, że kiedyś kazała go sobie wykuć. Teraz przedmiot miał okazję jej się przydać, ochraniając ją przez prawdopodobną dekapitacją. 

Wilcza Wiedźma | Finał

Gdzieś w oddali z dala od wioski spłynęła łza pełna goryczy minionych zdarzeń,  swobodnie opadając na posadzkę, wsiąkła  w głąb ziemi. Kto wie może w przyszłości z jej goryczy wyrośnie nowy korzeń silnego drzewa nadając nowe życie w tym lesie. Zaś w oddali pełni skruchy zbłąkany straceniec, liczy swe grzechy śmiejąc się w twarz swoim oprawcą. Tuż tuż obok  za murami palisady dzielna grupa śmiałków zgodnie, chce położyć swe życie na szali aby uratować jednego z swych kamratów. Natomiast kilka kroków dalej natchniony miłością młodzieniec, czyni co może by uczynić najdrobniejszy krok w stronę pojmania serca swej wybranki. Lecz żadne z tych zdarzeń nie miało być najbardziej znaczące tej doby niemal tuż za rogiem czaj się zwiastun najgorszych z możliwych przepowiedni, który spowije strachem nawet martwe wampirze serce będące wszak zazwyczaj nie wzruszone nawet najmroczniejszym czeluściami piekieł. Bowiem każdy kto zrodzony z poza łona człowieczej matki, lada moment mógł stanąć przed  obliczem najczarniejszych z potęg, która wzbudza lęk w oczach każdej istoty, mimo że  jej oblicza nie uniknie żaden śmiertelnik, które dumne imię w wielu religiach i wierzeniach miewa inne znaczenie. U ich progu bowiem stanąć miała ...


*Po rozdzieleniu się Yalca i Jessiki*

Grota chorych posiadała ciekawe, kilku poziomowe rozmieszczenie pomieszczeń. U samej góry przestrzeń była najmniejsza, głównie przeznaczona na chwilowych gości oraz niezbędne zapotrzebowanie medyka. W pierwszej reakcji z ulgą przyjęła fakt, że obecnie nie mają chorowitych w stadzie. Skalne półki podstawowych ziół i opatrunków były uporządkowane i pełne, a posłania stały jedynie otworem. Być może ktoś był tu wcześniej, aby je uzupełnić. Alfę jednak zastanowiło, gdzie w takim razie kryje się młoda alfa. Powątpiewała w to, że z skręconą kostką podjęła się wspinaczki do jaskini alf, która znajduje się na Wilczym Wzgórzu. Chociaż nie mogła odmówić Liz tego, że jeśli tylko ma taki kaprys to potrafi być niezwykle uparta. Przeszła do końca pomieszczenia, gdzie schowane pośród roślinności były niezbyt przestronne schody prowadzące do niżej położonego piętra.

- Liz? - Zapytała, kiedy znalazła się już niżej. 

Na niższym piętrze groty panowała nieludzka ciemność. Nie świadczyło to raczej o obecności kogokolwiek poszkodowanego, ale przecież kostka młodej alfy nie sprawiała wrażenia aż tak drobnego urazu. 

- Mały kurwikleszczu, nie żartuje sobie tak nawet! - Uniosła nieco głos, licząc na chichot z strony dawnej towarzyszki doli i niedoli. 

Ty też mnie nie zostawiaj, pomyślała, a uszy opadły jej smętnie po łbie. Niechcący zahaczyła łapą o leżący na posadzce świecznik, który potoczył się dalej w przód, robiąc więcej hałasu w praktycznie zamkniętej, podziemnej przestrzeni. Widząc obok złamaną w pół, woskową świecę nabierała już złych przeczuć. Przybrała postać ludzką i schyliła się po nią, żeby następnie z pomocą swojej magii zapalić ją. Kiedy się podniosła, stała centralnie przed wysmolonym napisem na ścianie "Ty masz coś mojego, a teraz ja mam coś bliskiego tobie. Może dogadamy się w końcu? ... Wilcza Wiedźmo". Dłoń jej zadrżała, omal nie pozwalając się świeczce wyślizgnąć z dłoni. Kto jest tego autorem? I dlaczego? Co ma na myśli? Musiała znaleźć więcej poszlak. Ale jej brat również potrzebował teraz pomocy, Yalc w każdej chwili mógł znaleźć się w ustalonym miejscu z informacjami.  Oparła się o ścianę, z której napis wymownie kuł jej oczy, zadając również rany prosto w serce i z frustracją wplątała dłoń w włosy o mało ich sobie nie rwąc.


*Chwilę przed uratowaniem Setlliusa*

Jasne, letnie promienie słońca powoli chyliły się ku zachodowi, malując otoczenie w pomarańczowo-różowy pejzaż oraz dzieląc się coraz mniejszym ciepłem z wszelkimi istotami, poruszającymi się jeszcze po wyspie o tej porze. Blondwłosa kobieta z pewnością zachwycałaby się z wolna nastającym zmrokiem, który otuliłby ją w gęstwinie drzew jak najlepszy kochanek, gdyby nie fakt wiecznych zmartwień, które kłębiły się w jej głowie. Afla Watahy Królewskiej Krwi niespokojnie chodziła to na jedną, to drugą stronę u podnóża Wilczego Wzgórza. 

- Patrząc na ciebie aż kręci mi się w głowie i sam się stresuję. Usiądź w końcu. - Odezwał się do niej brunet, który towarzyszył jej niemal odkąd rozstał się z Yalciem w lesie. Ostatecznie postanowił zdać jej raport, i tak musiałby to zrobić. Wcale to jednak nie dodało jej ulgi.

Alfa zmrużyła oczy, spoglądając na Luke'a. Wilkołak jak zwykle wyglądał, jakby nie interesował go los innych, właściwie szczególnie nic poza jego własnymi problemami.

- Yalc powinien dawno wrócić z zwiadu. - Rzekła, owijając się czarną peleryną, którą znalazła w jaskini bety podczas jej nieobecności. Obróciła się w kierunku, w którym znajdowała się droga do wioski i przymknęła oczy, pozwalając, aby nikły zapach jej dawnej przyjaciółki owninął ją i pozwolił się jej uspokoić. Chociaż nie był to główny powód, dla którego zabrała ten płaszcz. Czuła kłopoty, i czuła, że istniała możliwość, w której będzie musiała sama niezauważona przemknąć do wioski. - Do tego nie wiem, kto wdarł się na nasz teren i nie wiem gdzie jest Lisabeth! - Warknęła przez zaciśnięte gardło.  - Dobrze więc, chociaż możesz odczuć namiastkę troski o innych.

- Nie widziałaś również kruka. - Luke odpowiedział jej z spokojem, chociaż grymas na jego twarzy sugerować mógł, że przyszło mu to z trudem. Podszedł do alfy i położył dłoń na jej ramieniu. - Pewnie ma wszystko pod kontrolą. Naucz się ufać swoim. - Na moment pazury wilkołaka prawie zatopiły się w czarnym materiale i ramieniu alfy, lecz szybko cofnął swoją dłoń


~ *** ~


"Jeżeli Yalc wróci przede mną, niech pośle do mnie Aki. Jeśli zobaczysz gdzieś Liz, niech nie rusza się już z miejsca.", w głowie dudniły jej ostatnie słowa skierowane do wilkołaka, którego zostawiła na straży Wilczego Wzgórza. Nie było łatwo przekonać Luke'a do swoich racji, ale nie była to kwestia braku zaufania do świetnego instynktu i kamuflażu Yalca. Czuła mrowienie z niepokoju na całej długości kręgosłupa, zwiastujące, że mogło wydarzyć się coś niedobrego w wiosce. To była w głównej mierze jej sprawa i nie zamierzała wysyłać do paszczy lwa kolejnych podopiecznych, których mogłaby skazać na żądnych krwi Wilczej Wiedźmy ludzi. Musiała sama przekonać sie, co się dzieje i wyciągnąć z tego cało przyjaciół... Oraz rodzinę. Co prawda zdradziecką, ale nadal jedna z dwóch żywych osób, z którą łączą ją więzy krwi. Przystanęła pod jedną z drewnianych latarenek. Światło, które powinna była dawać z wolna przygasało. Ktoś długi czas nie zajmował się wymianą świecy. Kaptur od płaszcza, który należał do niej dawnej przyjaciółki, przysłaniał twarz i wystawały jedynie spod niego blądwłose loki. Była ostrożna, majac na uwadze to, że jest łudząco podobnym, kobiecym odbiciem uwięzionego przez ludzi chłopaka. Pomimo licznych obaw, o bliskie osoby, otulona czarnym, delikatnym materiałem, czuła się pewniej i bezpieczniej. Kiedy zamknęła oczy to czuła wręcz, jak Lili stoi za jej plecami, obejmując ją, jak to była zwykła robić w ciężkich chwilach. "Nikt nie jest idealny. Nie musisz cały czas być idealną i stać na straży wszystkiego.", szeptał do jej ucha głos bety. Nie musi, zawsze przyznawała jej rację, ale tego chciała dla dobra innych, żeby nie musieć patrzeć na kolejne straty osób bliskich jej sercu. Pozwoliła, aby pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Stojąc w bezruchu, oparta plecami o drewnianą belkę latarni, wsłuchiwała się w nocne życie Canis Lupus. Miała nadzieję, że do jej uszu dotrą albo pogłoski o przetrzymywanych albo jęki rozpaczy torturowanych, myśląc o najgorszym z możliwych scenariuszy. Jednak tego ostatniego wolałaby uniknąć.

W pewnym sensie czuła się jak nieruchomy cień samej latarni, na który nikt nie zwracał większej uwagi. Z każdą minioną sekundą czuła jak ogarnia ją coraz to większy lęk, a przez głowę przechodziły coraz to gorsze, ale możliwe scenariusze. Przechodziły nieopodal niej nieliczne osoby, a ich uwaga zdecydowanie skierowana była na coś innego - pierwszorzędny temat, który był na języku większości tutejszych ludzi od wczorajszego wieczoru. W charakterystyczny dla siebie sposób przygryzała szpon u swojego kciuka, wsłuchując się w rozmowy, które udało się jej wychwycić. W końcu dotarły do jej uszu słowa, które sprawiły, że z ulgi w kącikach jej oczu zebrała się gromada łez. Jej brat wciąż żył, a to z kolei dawało całkiem dużą szansę, że Yalc oraz Aki również są cali. Nadzieja, która wypełniła jej serce, przyćmiła nawet wszelkie złości i zagwozdki, dlaczego zwiadowca nie spełnił obietnicy, co do spotkania lub informacji. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Nie mogła działać pochopnie i wepchnąć się w wir walki. Wtem po całej długości kręgosłupa lycanki przeszedł dreszcz, a jej ciało spowił chłód, jakiego nie spodziewała by się nawet odczuć o tej porze roku, nawet nocą. Kiedy zebrał się mocniejszy podmuch wiatru, ciemność spowiła najbliższą okolicę uliczki wokół niej, pozostawiając ją samą z kotłującymi się w niej emocjami oraz podejrzanym napływem wspomnień oraz wizji. Ulewa, odgłosy uciekającej zwierzyny,   ratującej swoje życie. Może coś tylko płata jej figle? A może to jedna rzadkich złowróżbnych wizji? Ale nie mogła zostawić przyjaciół! Z amoku, który z każdą chwilą przejmował nad nią kontrolę wyrwało bicie dzwonu.

- Ludzie! Ognicho większe niż bebech starego Mojka! - Krzyczał donośnie młodzieniec na tyle, że chociaż Jessika ledwo ruszyła się z miejsca to była w stanie go usłyszeć z okolic placu. - Wody! Pomocy!

- Psiakość, czy wyście powariowali? - Syknęła pod nosem alfa i zakapturzona udała się w zbiegowisko ludzi, aby dowiedzieć się jak sprawy rzeczywiście się mają. Kłopoty już niemal były dla niej równe obecności jej watahy.

Oczywiście, że smród spalenizny niósł wyraźnie, zwłaszcza dla zmysłów wilkołaka, a narastający harmider tylko upewniał ją w fakcie, gdzie powinna szukać poszlak. Nie opuszczało ją jednak przeciwne uczucie, którego doświadczyła, zupełnie, jakby ktoś zaklął jej myśli i uczucia i przepełnił większymi obawami, jakby sama piecza nad grupą wilków nie była wystarczającym zmartwieniem. A przecież jak każdy miała też osobiste rozterki. 

- O bogowie, czym się zajmujcie, kiedy jesteście najbardziej potrzebni? - Wyszeptała sama do siebie.

Przemierzając kolejne fragmenty wioski, widziała coraz większy harmider i popłoch w stronę, z której coraz bardziej unosił się płomień zwieńczony swoistym kłębem dymu, który niczym mgła w lesie zaczął spowijać zachodnią część wioski. Pewnie gdyby nie coraz bardziej nasilający się wiatr, dzisiejszej nocy cała wieś objęta by była w kłębach dymu, którego przyczyną były palące się stogi siana. Chociaż starała się być uważna, ludzie rozmazywali się jej przed oczyma, jak tło dla jej problemów. Omal nie wpadła na kogoś, kto napatoczył się jej pod nogi. Ni stąd, ni z owąd, barczysty siwy mężczyzna wybiegł z wiadrami po czym wręczając jedno z nich Jessice głośno wykrztusił.  

- Panienko ratuj, pomóż gasić kolejne domy się zajęły wszak w stodole mnóstwo siana było suche to ogień taki że i całą wieś mógł by spalić na Boga wspomóż, że no. - Skończywszy podbiegł do kolejnej osoby. 

Z zaskoczenia nagłym pojawieniem się mężczyzny, Jessice aż kaptur zsunął się jej niemal z głowy, odsłaniając więcej twarzy oraz bujnej, kręconej fryzury. Z zrozumieniem przyglądała się swojemu rozmówcy. Choć wyglądała na emanującą przestrachem i empatią do okrucieństw, o których jej opowiadał, w rzeczywistości skupiona była na wyłowieniu jak największej ilości informacji, które pomogą odnaleźć w tym chaosie jej towarzyszy. Przyjęła wiadro, lecz słowem nie zdążyła się już odezwać, ponieważ mężczyzna zniknął na powrót w spanikowanym chaosie.  Sama zaś pobiegła zobaczyć na własne oczy, jak się ma sytuacja. Mętlik pojawił się w głowie kobiety, kiedy przelewając się dostrzegła opary dymu oraz ogień trawiący drewno. W wyniku podmuch wiatru ogień rzeczywiście przeniósł się na pobliskie domostwa, a ludzie to uciekali to lamentowała nad swym dorobkiem, co odważniejsi próbowali walczyć z żywiołem. Jednak byli i tacy nieustraszeni którzy przewidziawszy zbroje i oręż ruszali w głąb dymu skąd dochodziły przeraźliwie odgłosy. Głębokie poczucie sprawiedliwości mówiło jej, że nie powinna zostawiać ludzi na pastwę żywiołu. Niestety nie mogła ujawnić się z żadną zdolnością magiczną, żeby pomóc mieszkańcom. Nikt nie docenił by tego całego wysiłku, który mogłaby włożyć w pomoc, wręcz przeciwnie, stałaby się kolejną ofiarą. Jedyne, co udało się jej ukradkiem zrobić poza niepożądanym wzrokiem, a przynajmniej taką miała nadzieję, to zwilżyć ściany co niektóre elementy budynków czy podłoża, aby ogień nie rozprzestrzenił się tak łatwo dalej oraz zmniejszyć rozmiary płomieni miejscami. Przerwała cały proces w pewnym momencie, kiedy z odległej strony wydobył się donośny męski gruby głos.

 - Łapać wiedźmę! Nie dać ujść jej z życiem! Zabić na miejscu, bez zbędnych ceregieli, spali się jej truchło musi odpowiedzieć za swe grzechy byśmy mogli spać spokojnie.

Tłum coraz bardziej pod plusem kłębów dymu zaczął wycofywać się z strefy zadymienia, jedynie koszyki pochodzące z strony z której dobiegł rozkaz nie przestawały milknąć.

Nie mogła tracić tutaj czasu, zdecydowanie mogła być potrzebna swojemu bratu, który z jej winy się w to wszystko wplątał. Zbliżyła się do młodej, piegowatej kobiety, u której przestrach malował się w oczach. Delikatnie się uśmiechnęła, jak gdyby widziała swoją młodszą siostrę. 

 - Przepraszam, ale serce moje chcące zemsty za te straty ma inny cel. - Rzekła, stając jej na przeciw z wiadrem pełnym wody. Wyciągnęła nawet na moment dłoń w jej stronę, jakby chciała poprawić któryś z odstających kosmyków jej włosów, lecz szybko wycofała ją zmieszana. - Ale wierzę, że i ty chcesz aby ten koszmar się skończył. - Wręczyła jej wiadro i skinęła na pożar, samej zaś pędem udała się śladem donośnych, męskich głosów oraz Wilczej Wiedźmy. 


✩┈┈┈┈┈∘┈┈┈┈┈┈┈┈∘┈┈┈┈✩


Yui znajdowała się wręcz w swoim żywiole. Była niemal jak aktor, który należycie odgrywał swoją rolę, a za kulisami przełączał się z postaci na postać. Choć z pozoru wyglądało na dobrą zabawę, nie znaczyło, że małej kotce nie sprawiało żadnego wysiłku. Samo w sobie utrzymanie się w nienaturalnym i obcym dla niej ciele było nie lada wyczynem, a dochodziły do tego wplatające się przez jej głowę myśli, a bardziej wspomnienia, które należały pożyczonych osób, nad którymi nie panowała. Kiedy udało jej się wzbudzić rumor na placu oraz pociągnąć zbieraninę w kierunku płonącej stodoły, pozostało jej niespostrzeżone ulotnienie się. Kiedy uwaga wszystkich skupiła się na nowym problemie i przekrzykiwaniu się nawzajem, Yui z spokojem mogła skręcić w jedną z bocznych uliczek, a tam ponownie zmieniła twarz, tym razem przybierając wygląd więźnia. Kupię wam więcej czasu, wtedy na pewno oddalicie się z osłabionym wystarczająco daleko, pomyślała. Pod postacią kędzierzawego, blond-włosego mężczyzny, podkradła się do tłumu. Zatrzymała się w bezpiecznej odległości i uwolniła z siebie śmiech tak złowieszczy, że sama przeraziła się głosu, który się z niej wydobył i ciarki ją przeszły. Lecz pozostawała w swojej roli okrutnej wiedźmy.

 - Oh, cóż za ciepłe powitanie, prawda! - Powiedziała, obserwując w pierwszej chwili malujące się zdziwienie na twarzach zebranych. - Jestem tu, a nie tam? Oj, oj, co wy ludzie możecie wiedzieć o czarach..-  Barwa jej głosu z męskiej, zmieniła się na przeraźliwie piskliwy, żeński, a mówiąc to jej twarz uległa częściowej przemianie w kompletnie inną osobę o przeciwnej płci, po chwili odskoczyła na bok, widząc lecący w jej stronę pocisk w postaci kamienia, wcale nie małego.

- Łachudra przebrzydła, pierwszy nadzieję ją na pal! - Wykrzyczał ktoś, kiedy pierwsi mężni z rozjuszonego tłumu, postanowili pochwycić "Prawdziwą, Wilczą Wiedźmę" czy też jak to niektórzy mawiali "Diaboła", co przyszedł wszystkich zwodzić.

Yui kopnęła stertę drewna, którą ktoś musiał sumiennie zbierać już przed nadejściem dni chłodniejszych i wykorzystała przewrócone klocki do wzniesienia potężnego ognia, pomagającego się jej odgrodzić. - No dalej, pobawmy się w chowanego! - Zażartowała, rozpoczynając ucieczkę. W rzeczywistości była przerażona i łudziła się, że nie stracić jednego z swoich żyć w czasie tejże pogoni.

Gdy hybryda wyruszyła z więźniem, Yalc zdecydował, że podbiegnie do kotki i zobaczy czy jest jeszcze cała. Nie chciał się rzucać w oczy więc wybrał drogę poprzez koronę drzew. Gdy w końcu znalazł ją a bardziej ją pod postacią wiedźmy. Zastanawiał się co ona robi. Mogła zginąć dosłownie w kilka sekund. Może próbuje kupić czas? Jego i tak było wystarczająco ale zawsze nigdy za mało. Aki usiadła na nim a ten szeptem kazał osłaniać wiedźmę w razie potrzeby.

-Tylko nie zgiń... Proszę. - Mruknął troskliwym tonem, a Aki kiwając głową dała mu znać że zrozumiała i odleciała by chronić kotkę w razie kłopotów. 

Sam nie angażował się póki co bo wydawało mu się że kotka jednak wie co robi i że wyjdzie z tego cało albo jest chociaż dobrą aktorką. Jednak na wszelki wypadek usadowił się na drzewie dość blisko kociej wiedźmy tak żeby w kilka sekund móc jej pomóc.

Ruda kotka czuła jak jej własne trzewia wypalają ją od środka. Ci ludzie byli nieustępliwy i rzeczywiście żądni zemsty. Nieważne, gdzie się nie znalazła, odcinali jej drogę dostępu do lasu. Co więcej, musiała uważać na świszczące strzały, gdyż udało im się i zmobilizować łuczników, choć nie byli profesjonalistami. Zgrzytnęła zębami. Że też się wpadła na ten pomysł. Na myśl o utraceniu życia, łzy płynęły jej do oczu, lecz jedynie wewnętrznie. Na zewnątrz zacięcie odgrywała swoją rolę, szukając przesmyku, którym mogłaby... Wtem pojawiła się przed nią ściana zabitych desek, wraz z nożem, który prześliznął się tuż przy jej głowie i wbił w nie. Westchnęła. Na szczęście dostrzegła przesmyk drobny, już chciała zmienić swoją formę, choć wiedziała, że kosztuje ją to mase wysiłku. Nawet obróciła się z chytrym uśmieszkiem, chcąc pograć na nosie mieszczańskim wojownikom, lecz wtedy wielka ściana ognia zasłoniła jej cały widok. Nie rozprzestrzeniała się, choć muskała językami ściany po bokach. Z podziwem patrzyła na dzieło, którego nawet nie była świadkiem, zamiast ruszyć się z miejsca. Wyciągnęła dłoń, bawiąc się płomykami, z ciekawości czy mogłaby kontrolować czyjś magiczny byt, skoro również włada tym żywiołem.

Jessika przewagę miała w genach lycańskich, więc liczyła, że szybko dogoni uzbrojonych wojowników, zwłaszcza poruszając się na drzewach czy dachami budynków, skąd mogłaby ich wypatrzeć. Z sztyletem w ustach zeskoczyła  na latarnię tuż przed pościgiem, odcinając uliczkę, w której znalazła się wiedźma ścianą ognia na tyle umiejętnie, że wyglądało to jak samoobrona  wilczego chłopaka. W przykucu zmierzyła wzrokiem pogoń. 

- Żądam możliwości osobistych porachunków na wiedźmie, która zabiła mi siostrę. - Rzekła w końcu, sztylet przekładając do dłoni, twardo patrząc na osobnika, stojącego na czele pochodu. Co zabawne, słowa wielce nie mijały się z prawdą, gdyż Stellius będąc pod wpływem demona, ich wspólnego pradziada  sprawił iż rzeczywiście myślała, że jej rodzeństwo jest martwe. Jednak poraz kolejny w życiu ma wobec niego dług wdzięczności za ocalenie jej życia.

Ludzie szeptali między sobą, a przenykliwy wzrok blondwłosej licantropki przeskakiwał to na jedną, to drugą głowę, chcąc być wcześniej przygotowana z reakcją nim dostanie oficjalną odpowiedź. Niektórzy patrzyli z szacunkiem dla odwagi nieznajomej, inni bardziej sceptycznie podchodzili do niej, bo trzeba przyznać niewiele lepiej zbudowana była niż jej bliźniak zagłodzony.

- Kimżeś ty jest, by mierzyć się z Wiedźmą? - Zapytał pierwszy głos z wyraźną pogardą wobec zakapturzonej kobiety.

Nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ kolejna osoba przepchnęla się agresywanie na przód gromady.

- Nie mamy na to czasu. - Warknął. - Kto wie, co gotuje się za tą ścianą z ognia piekielnego.

- Może nawiała? - Zaproponował kolejny głos. - Trzeba dobrze wioskę przeszukać.

Jessika westchnęła i odwróciła się bokiem do ludzi, powstając do pozycji wyprostowanej. Zanim postanowiła się wycofać, kątem oka zauważyłam miecz skierowany w jej stronę.

- Albo wać panna jest z nami, albo przeciw nam. Wszyscy chcemy pomnsty. - Powiedział mężczyzna, który wyglądał na najbardziej przygotowanego do tego boju. Po zęby nawet obwieszony był w wszelakie talizmany ochronne, choć nic mu one nie dałyby w starciu, toć to tylko mieszczańskie zabobony. Zacisnęła dłoń na sztylecie, przeklinając ich upartość i swoją słabość, ale odezwała się już słowem, ponieważ poczuła wichurę, która zdmuchnęła jej kaptur z głowy oraz poplątała loki na głowie. Ciężko było przeoczyć powód, tego zjawiska. Ludzie sami wykrzykiwali już Wiedźma! W smoka się przemieniła! Łatwym celem jest, ognia!

- Głupi jak zdziczałe orki. - Wymamrotała do siebie.

Sylvie widząc ludzi uganiających się za kotką, bardzo się zdenerwowała. Wiedziała, że musi jej pomóc. Łuski smoczycy zmieniły swoją barwę. Widząc, że kobieta jest w podbramkowej sytuacji, wystrzeliła plazmę, tworząc drugą ścianę ognia oddzielającą kotkę od grupy pościgowej. Smażcie się w piekle. - Pomyślała i zmieniła swój rozmiar. Stanęła w ścianach płomieni, które oddzielały "wilczą wiedźmę" od osób, które się za nią uganiały. Ludzie na początku wydali się zdezorientowani, jednak po chwili łucznicy wystrzelili strzały w jej stronę. Smoczyca mocno machnęła parą potężnych skrzydeł, wywołując wiatr, który zmienił ich tor lotu. Parę z nich poleciało w stronę ludzi, natomiast reszta wbiła się w dachy okolicznych domów. Pierwsza fala ataku była nieudana. Strażnicy dobyli mieczy i rzucili się w biegu na gadzinę. Sylvie jednym machnięciem łapy odrzuciła ich, nie czyniąc im większej krzywdy, poza paroma siniakami. Druga próba jej zranienia również okazała się niewypałem jak poprzednia. Reszta osób, które patrzył na całą tę sytuację, były przestraszone. Strach głęboko zaglądał im w oczy. 

Uwagę Yalca zwróciła dziwnie znajoma sylwetka która zdawała się rzucać wyzwanie wilczej wiedźmie. Chciał interweniować ale ściana ognia wyrastająca przed wiedźmą sprawiły że wycofał się ze swojego pomysłu i zmienił pozycję skacząc na jeden z dachów okolicznych budynków. Chciał wyprowadzić stąd jakoś kotke jednak ubiegła go Sylvie. Gdy grad strzał spadł w jego kierunku padł jak najniżej licząc że nie dostanie żadną z nich. Na szczęście żadna ze strzał nawet nie musnęła volfa. Spokojnie podniósł się patrząc na sytuację. Zeskoczył nieopodal kotki i już miał ją stąd wyprowadzić gdy nagle poczuł że coś go podnosi i unosi w powietrzu. 

- Jak nie chcecie zginąć, to nic nie róbcie i za nami nie podążajcie. - Powiedziała chrypliwym i ostrym głosem. Podczas jej wypowiedzi z paszczy leciał czarny jak smoła dym, mający na celu osłabiać ludzi zabierając im części sił witalnych. 

Alfa nie rozumiała, co tak potężny łuskowaty stwór robi w wiosce, ale instynkt smoczej opiekunki nakazał jej bronić stworzenia za wszelką cenę, zatem kiedy gard strzał sypał się w kierunku Sylvie, Jess starała się unieszkodliwić czy zmienić tor jak największej ilości z nich za pomocą swojej magii lodu. W między czasie jej bystre oko zauważyło charakterystyczne, ciemnie, lecz lśniące jakby granatem piórka, należaće do Aki. Zaciągnęła kaptur na powrót na swoje miejsce i sama pozwoliła zabrać się. Czekali tam na nią już Yui oraz Yalc.

- Dziękuję. - Zdołała jedynie wyszeptać nim rozległ się trzepot skrzydeł, który zagłuszył jej kolejne pytanie. Nie widziała swojego brata, o którego było całe zamieszanie. Z całych sił pragnęła wrócić, upewnić się, że jest cały.

- Nie wykonujecie żadnych gwałtownych ruchów i nie wyrywajcie się. - Rzekła do nich smoczyca po cichu i po chwili dodała trochę głośniej: 

- Aki, akcja udana leć do wilczego wzgórza.

Zwróciwszy się do najpierw do osób, a później do kruka, który był niedaleko, mocno machnęła skrzydłami i wzbiła się w powietrze. Wciągnęła nozdrzami powietrze w celu wyszukania Nethermore.

Yalc był w delikatnym szoku i zanim dotarły do niego słowa Sylvie minęło kilka dobrych chwil. Gdy smoczyca wydała rozkaz Aki ta porozumiewawczo spojrzała się na Yalca który skinął głową na znak żeby ta posłuchała się smoczycy. Zajęło mu ponownie chwilę zanim dotarło do niego że udało im się. Cieszył się ogromnie jednak jedna rzecz ciągle nie wychodziła mu z głowy. Kim była ta znajoma sylwetka w mieście? Na odpowiedź nie musiał długo czekać bo otrzymał ją gdy spojrzał na pozostałych pasażerów. Nie mógł powstrzymać uśmiechu ani stłumić radości jaka ogarnęła go.

-Więc mieliśmy małą zmianę planów. - Zwrócił się do Jess. - Na miejscu wyjaśnię wszystko. - W końcu odetchnął z ulgą.

Kiedy namierzyła hybrydę, zwróciła się w odpowiednim kierunku i poleciała.




Wilcza Wiedźma | Rames

Podążając w stronę swego rodzinnego domu Rames ciągle przed oczyma miał ten niezwykły widok cudownej rudowłosej niewiasty, która mógłby przysiąść, że jakby rozumiała te dwa niezwykłe zwierzaczki. 

- Ahh. - Westchnął . 

Przecież to niemożliwe jedynie wiedźma była by wstanie uczynić takie rzeczy. Ciekaw tylko jestem skąd przybyła ta niewiasta świętej pamięci babcia mówiła że ludzie czasem mieszkają poza wioską i że z reguły na takich lepiej uważać, ale ta słodka buźka raczej nikogo by nie skrzywdziła .Dla pewności zapytam strażników czy wiedzą o nowo przybyłej niewieście. Myśląc intensywnie o niezwykłym zdarzeniu jakie miało miejsce podczas powrotu do domu, w końcu młody chłopiec dotarł do progu swej wsi. 

- Witaj Rames jak podboje za granicami? - Rzekł głośnym donośnym głosem strażnik pełniący wartę. 

 -A zdziwił by się pan bardzo, a może pan już słyszał, niewiastę o pięknym licu napotkałem włosy swe miała czerwone niczym kita u najcudowniejszego lisa w całej tutejszej puszczy, a oczęta takie śliczne że nie jeden by w nich zabłądził. Co ciekawsze aurę tak wokół siebie roztaczała, że zwierzęta leśne bez strachu przynieś przebywały. Aż dziw człowieka brał tak jakby z nimi rozmawiać potrafiła. Powiedz proszę że słyszałeś o niej bo oka nie zmrużę jeśli jej znów na swej drodze nie napotkam.

Rames z niecierpliwością patrzył w stronę swojego rozmówcy, gdyby tylko potrafił wyczytał by w prosty z głowy swego rozmówcy odpowiedź na swoje pytanie. Strażnik zamiast odpowiedź potrzeb w stronę młodzieńca i łapiąc go za ramię przemówił. 

- Co ty za głupstwa pleciesz nikt nie mieszka po za naszą osadą co najwyżej wiedźma jakaś, jak ta co ją złapali. Zresztą młodych dziewek u nas sporo może nie poznałeś jakowej. 

 Młody chłopak poczerwieniał ze złości

 -Ja głupstwa plecę a jeszcze pan zobaczysz, sam się przekonasz jak ja przed ołtarz przyprowadzę i na mym weselu bawić się pan będziesz, idę bo nie ma o czym z panem rozmawiać skoroś pan mnie za kłamcę bierze.

Skończywszy mówić Rames skłonił się z pogardą i ruszył w stronę rynku co by wypytać samego starszego wnioski.

 -Ja ci dam !!  Warknął strażnik kopiąc młodzieńca w tyłek - Jak cię ojczym nie nauczył to ja cię szacunku nauczę i nie wracaj mi tu z tymi dyrdymałami więcej

 Po tej drobnej wymianie zdań strażnik zaczął w nerwach pełnić dalej swą wartę, uprzednio sięgając po dzban winna leżący na niewielkim stoliku tuż przy bramie, której pilnował. Szepnął jeszcze sam do siebie pod nosem  - To Ci nicpoń pewnie Jasieńke zobaczył i mu się z wrażenia poplątało we łbie.

Otrzepał kubrak z brudu pozostawionego przez but swego oprawcy i ruszył dzielnie na miłosne przeszpiegi. Mijając dom za domem, uważnie przyglądał się przygotowaniom na spalenie rzekomej czarownicy. Tyle zachodu a pewno komuś się przewidziało przecie to co najwyżej jakaś leśna wróżka mogła by być, a nie wiedźma jaka. O tym to na pewno z starszym wioski by się przydało porozmawiać. Tatko zawsze mówił, że jak dobrze wytłumaczysz to i babe przekonasz, także i starszego od tego mrocznego czynu odwieść trzeba. Panienka odpracuje w pol to i ludziom się odwidzi  jakoby wiedźmą została. O jest i młody Jaśko. 

- Hej czarcie mały zaczekaj, widziałeś ty że no starszego wioski?

Mały blond włosa głowa ubabrana brudem z tutejszego placu zabaw dla dzieci. 

- O toć to panicz, prosze prosze narysuj pieska na piasku, proszę proszę. 

Spojrzał słodkimi oczami chłopiec. 

- Czorcie ,mały odpowiadaj jak starsi pytają. To i tygrysa ci jutro na płótnie zmaluje Starszego szukam.

Oczy dziecka zabłyszczały pełnią blasku.

-Tygrysa oooo panie tak tak starszy o tam u siebie w domu, tygrysa przyjdę, przyjdę jutro. O tygryska o tak się Ześko zdziwi. Jaśko zaprowadzi do starszego o tak tam tam. 

I tak o to Rames ruszył dalej na wprost największej chaty w wiosce, podążając krok za krokiem małego Jasia.

Rames w końcu dotarł do starszego wioski, trwało to na tyle długo że zaczął zapadać zmierzch a co gorszą pogoda stanowczo zaczęła się psuć, wiatr nabierał na sile. O nie przecież ta niewiasta za murami, a tu  zapowiada się na nawałnice oby dotarła do swojego schronienia. Młodzieniec już miał otwierać swoje usta, gdy nagle przecierając swoje oczy z nie niedowierzania zobaczył swoisty strumień dymu zwieńczony objęciami ognia. Wydukał jedynie 

 - Mości starosto stodoła Ertyniego płonie, Mości starosto. Zmieszany Rames ciągnął dalej. - Trzeba w dzwon bić ludzi zwołać bo majątek w ogniu stanął.

Obróciwszy się rzucił wszelkie toboły i biegiem ruszył w stronę placu, na którym miała odbyć się ceremonia egzekucji wiedźmy. Wszak to tam od wieków z dziada pradziada stał dzwon, który zawsze jednoczył mieszkańców w chwilach najwyższej wagi. W biegając w szaleńczym pędzie utknął na granicy rynku  ujrzał coś czego się nie spodziewał. Bowiem przed jego oczami pojawił się widok jego rudowłosego aniołka lecz nie w skowronkach przy muzyce anielskich skrzypiec, tylko z  sztyletem w ręku z pojmanym u swych stup. Co prawda nie był to widok w objęciach kochanka lecz mimo wszystko wprawił go w osłupienie. Nim się spostrzegł rudowłosa nieznajoma zaczęła znikać z horyzontu jego wzroku. Nic nie myśląc ruszył zdyszany w pościg aby nie zgubić jedynej szansy na ujrzenie choćby po raz ostatni swej pięknej panienki która zapadła mi w sercu niczym nuż. 

~ *** ~


- Mam nadzieję, że nie gniewa się pan, za tak późny ratunek. - Powiedziała Hybryda i z zniecierpliwieniem oczekiwała na przybycie Yalca. 

Pierwsza część misji z głowy. Teraz tylko trzymać kciuki za kotkę, aby nic się jej nie stało. - Pomyślała kobieta i utkwiła swój wzrok w płomieniach stojącego w ogniu budynku. Czekała na przybycie Yalca lub też na odpowiedź ze strony nieznajomego. Dręczyło ją też złe przeczucie, którego nie mogła się pozbyć od momentu spotkania jej "kompanów". Miała nadzieję, że szybko się to zakończy. Los jednak lubił płatać figle, zmieniając bieg wydarzeń... 
Przez cały czas zadawała sobie pytanie, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem i czy nikt nie poniesie śmierci. Przeznaczenie chciało jednak inaczej...
Nie przywykł do tego, aby kiedykolwiek wcześniej ktoś poświęciła dla niego swoje życie. Jego własna siostra czy jej przyjaciele częściej grozili mu mieczem niż życzyli czegokolwiek dobrego. Czuł się bardzo nieswój, a mimo to pozwolił zabrać smokowi. Bądź co bądź, mógł w ten sposób pożyć chociaż trochę dłużej. Nie, żeby ponad 300 lat na karku spędzonych w towarzystwie demona, uważającego się za jego dziadka, nie było już sporym osiągnięciem. 

- Żeby się gniewać, przede wszystkim musiałbym oczekiwać tego. - Rzekł, przyglądając się jak dym unosi się coraz bardziej nad ulicami miasta.

 Jednocześnie na przemian ściskał oraz rozluźniał pięść, zdziwionym będąc jak szybko magia smoka postawiła jego siły witalne na nogi. Mimo to jego głos wciąż pozostawał mało emocjonalny, a wzrok zdawał się wyrażać pustkę, jakby żywot jego własny sam w sobie nie miał wielkiej wagi. Pozostawiało zdziwienie samo w sobie, że ktoś się dla niego poświęcił. 
Volf nie stał zbyt długo w miejscu. Chwilę po tym jak kotka ruszyła w stronę wioski wyrwał się z zamyślenia i ruszył w stronę koron drzew w poszukiwaniu Hybrydy. Jak zawsze dość zgrabnie z delikatnym potknięciem przy jednym z wielu drzew dostał się w okolice wioski. W tym samym momencie pożar stał się na tyle duży że Yalc mógł go spokojnie zobaczyć z korony drzewa na którym obecnie się znajdował. Teraz nie było odwrotu. Śmierć albo zwycięstwo. Nadal nie znalazł hybrydy więc przyspieszył domyśliwszy się że ta najprawdopodobniej na niego czeka gdzieś przy więźniu którego jak się okazało nie ma. Czyżby Nethermore zaczęła operację ratunkową bez niego? Na to wyglądało. Chyba że... Ludzie się nim zajęli Niezależnie od wszystkiego musiał znaleźć hybrydę i dowiedzieć się jak wygląda sytuacja. Dopiero po około dwóch minutach znalazł ją dość blisko od jego wcześniejszego położenia gdzie się na moment zatrzymał. Podbiegł do niej i zobaczył Stelliusa całego co zrzuciło mu jeden z wielu kamieni z serca.

Kiedy pojawił się przy nich Yalc, już nie musiał zadawać kolejnego pytania, które go nurtowało. Kojarzył pysk basiora, którego właśnie miał przed oczami i wiedział kto mógł zmobilizować jego wybawców do działania. Westchnął. A jego siostra mogła się raz na zawsze uwolnić od jednego przekleństwa rodziny. 

- Musimy go stąd wyciągnąć jak najszybciej i jak najdalej. - Yalc zrobił chwilę pauzy, żeby pomyśleć, co może w tym momencie zrobić. -Trzymamy się pierwotnego planu. Aki poprowadzi Sylvie razem z wami do watahy gdzie jest bezpieczniej. Spotkacie tam alfę Jessikę powiedzcie że Yalc was przysyła, że nic mi nie jest i że zaraz będę. - Zrobił przerwę żeby wszyscy zdążyli przetworzyć w głowach tyle informacji na raz. - Ja pójdę i przypilnuję rozrabiakę. - Machnął głową w stronę pożaru z drobnym uśmieszkiem. - Pytania? 

- Nie ma żadnych pytań. - Odpowiedziała Hybryda.

- Znam drogę do waszej Watahy. - Odezwał lycan. - Jeżeli macie niedokończone sprawy tutaj, możecie odjąć mnie z listy waszych trosk. - Dopowiedział i podnosił się na nogi, aby być gotowym do obrania własnej ścieżki.

Kiedy usłyszała, że mężczyzna sam chce udać się na terytorium Watach samodzielnie, dziewczyna złapała go za ramię i powiedziała: - Nigdzie sam chodzić nie będziesz. Pomimo iż Sylvie Cię uzdrowiła, nie jesteś całkowitym ozdrowieńcem. Twoja magia jeszcze nie ma zachowanej równowagi Poza tym, jeżeli ludzie zauważą, że zniknąłeś, to będziesz miał nie lada kłopoty. 

Cholera, ten młodzik nas zauważył. - Pomyślała i wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z jej przyjaciółką. Zobaczywszy jej spojrzenie, smoczyca urosła do większych rozmiarów. Nethermore wepchnęła na grzbiet gadziny basiora, a następnie sama weszła na jej grzbiet.

 - Życzę Wam powodzenia i uważajcie na siebie. Ten młodzik może coś podejrzewać. - Rzekła i wskazała palcem młodzieńca. 

Mam nadzieję, że za chwilę go zgubimy. - Pomyślała i bacznie obserwowała teren z góry. "Konwój" leciał tak przez jakiś czas, aż dotarł na terytorium Watahy Królewskiej Krwi. 

Widok smoka przeraził by pewnie każdego mieszkańca lecz nie młodego malarza, który od wielu miesięcy szukał weny natchniony baśniami widząc takie cudowne stworzenie z mitycznych legend nie mógł odpuścić. Rames biegł co sił mimo iż każdy kolejny oddech stawał się coraz cięższy. Krok za krokiem stawał się coraz słabszy, nogi stawały się cięższe walczył niemal o każdy kolejny cm tego rozpaczliwego pościgu. Chodź wiedział, że jego trud spłonie w nicości, a to czego pragnie nigdy się nie ziści prawdopodobnie przeklinał będzie swoją słabość przez resztę swojego życia. Nie mogę teraz się poddać nie teraz, tuż u progu bram do tego czego szukałem od zawsze. Niespodziewanie jednak na granicy z lasem, potknął się o korzeń drzewa lądując sromotnie twarzą o ziemię suwając się w pobliskie zapadlisko, gruchotając sobie sromotnie swoje chude, łamliwe ciało, w całości umurusając się tutejsza ściółkę leśną. 

- ochh. - Syknął głośno. 

Tak to był zdecydowanie koniec jego szaleńczego pościgu. Upadek był dość silny aby nie tylko pogruchotać młodego romantyka, prawa noga skręciła się podczas upadku stwarzając dotkliwy ból. Nie teraz, nie gdy w końcu odnalazłem sens nie po tych zliczonych miesiącach cierpień w tym szarym złudnym pełnym ludzkich trosk życiu, przepełnionym bólem tak dotkliwym tak żałośnie nie sprawiedliwym, że wywołującym odruchy wymiotne, gdzie dobro gubi się w tonie nienawiści, żalu morzu łez i rozpaczy cierpiących dzieci, matek i ojców tej zbrukanej złem ziemi. Ostatkiem sił wstał i choć nie był wstanie iść na baczność, niczym kaleka poruszał się w stronę coraz bardziej oddalającego się od niego świata, który mógłby go wyrwać z tego ,w którym od dawna chciał by zniknąć. Ból skręconej kostki u prawej nogi stawał się coraz bardziej intensywny, lecz mimo to młodzieniec nie przestawał podążać dalej za swoim pragnieniem, trzymał się go tak kurczowo jakby to od niego zależało jego doczesne życie. To na nic, przepadło niech sczeznę tutaj nawet nie ma po co wracać.
Zdołał jeszcze wykrzyczeć:

 - Przeklinam was wszelcy bogowie, dlaczego dajecie nadzieję śmiertelnikowi tylko po to by odebrać mu ją w mgnieniu oka. Niechaj wasz los będzie przeklęty tak jak i mój własny. Zrodzony z duszą artyst która zmarła nim zdąrzyła zakwitnąć. Napawając nas jedynie smutkiem, żalem i rozpaczą bólem śmiertelnego życia, w którym każdy musi się zmierzyć z śmiercią osób mu najbliższych, gdzie nawet zwierzyna odczuwa ból utraty. Przeklinam was niech czeka was tylko ból i rozpacz jaką ja i wszyscy inni ludzie tu zaznali, dzięki waszym prawom i zasadom które lepiej spisał by najgłupszy dureń ubzdryngolony do nieprzytomności. Przeklinam was po tysiąc kroć, bądźcie przeklęci. 

W końcu mimo siły woli Rames padł i jedyne co mu pozostało to czekać w bólu aż zwierzyna go rozszarpie na strzępy, albo co gorsza ktoś z wioski zaciągnie go z powrotem do tego parszywego życia jakie wiódł do tych czas gdzie obłuda, szyderstwo i śmierć jest jedynym co może stanąć na jego drodze życia. 

Smoczyca, wylądowawszy na ziemi, położyła swe skrzydła pod kątem, aby lepiej było zejść osobom, które na niej siedziały. Po zejściu z niej osób wróciła do małych rozmiarów i podreptała za Hybrydą, która zmierzała w stronę strażnika. 

- Powitać szanownego pana strażnika. Wie pan może gdzie jest alfa o imieniu Jessika? - Zapytała mężczyznę. Kiedy dowiedziała się od niego, że udała się w stronę wioski, podziękowała mu za informację i podeszła do kruka.

 - Będę wdzięczna Aki, jeżeli razem z Sylvie polecisz po Jessikę i ją tu przyprowadzicie. Poinformujcie też Yalca, jeżeli będziecie miały jak, iż dotarliśmy na teren Watahy. - Powiedziała dziewczyna, po czym zniżonym głosem dodała: - Ja w tym czasie popilnuję tego basiora. Usłyszawszy to ptak i smoczyca "wzbili" się w niebo i polecieli w stronę wioski. - Jak Cię zwą, szanowny panie? - Zapytała się mężczyzny, którego wcześniej uwolniła i czekała na jego odpowiedź.

- A powtarzałem jej, żeby zaczekała. - Odezwał się z irytacją Luke, kiedy dwójka pupili poleciała na łowy z powrotem do Canis Lupus i ponownie jego ciało rozmyło się pośród mroku nocy. 

Stał skryty podobnie jak przed przybyciem całego zgromadzenia, z tym wyjątkiem, że widoczne pozostały jedynie złote, miejscami przekrwione tęczówki, które bacznie mierzyły z góry na dół przybyszy. Fakt, że hybryda znała imię w zasadzie jego przełożonego oraz miała z sobą zgubę, o którą zrobiło się tyle zamieszania dawały mu jasny powód, żeby nie rzucać się ani nie przepędzać jej do przybycia alfy. Z kolei ocalały lycantrop zagościł się w nieco zwilgociałych od wieczornej rosy źdźbłach trawy, tuż obok spruchniałej kłody, na której zdecydowanie byłoby wygodniej. Zamiast tego potraktował ją jako swoje opracie. Chociaż jego wzrok nie wyrażał zbyt wielu emocji, tak dało się zauważyć, że zdecydowanie czegoś poszukuje lub też analizuje teren oraz sytuację, w której się znalazł. Pomimo swobody, jaką mu nadano nadal czuł się jak w potrzasku. Ostatnią rzeczą, na którą miał obecnie ochotę to tłumaczenie się przed siostrą, co robił w okolicy wioski oraz z jakiego powodu postanowił pomóc jej towarzyszom. 

- Jeżeli to tak bardzo dla ciebie istotne, jestem Stellius. - Odpowiedział. - Rozumiem, że chcielibyście, abym zabawił tutaj jeszcze trochę? - Zapytał z przekąsem, chociaż dobrze zdawał sobie sprawę z tego, co usłyszy zarówno od hybrydy, jak i wilkołaka za nią. 

Sięgnął do kieszeni spodni, w której zwykł trzymać zioła, mniej lub bardziej halucynogenne, ale też i te, które pomagały mu stworzyć idealny dym do ulotnienia się z niewygodnych dla niego sytuacji. Wraz z jego magią iluzji potrafiły działać cuda, lecz... Na jego twarzy momentalnie pojawił się grymas niezadowolenia, kiedy zdał sobie sprawę, że jest ona pusta. W kolejnym odruchu, zaczął sprawdzać inne swoje sakiewki, żeby dowiedzieć się ile z jego dobytku zniknęło.

- Miło mi Ciebie poznać, szanowny panie Stelliusie. Nigdzie się stąd nie wybierasz, aż do przybycia alfy. - Odpowiedziała Hybrydą i szybko dodała: - Skąd tyle zamieszania związanego z Twoją osobą. Nic dziwnego w tym, że niektóre wilki i istoty podobne do wilków potrafią władać magią. No, chyba że ludzie mają Cię za wilczą wiedźmę, o którą ostatnio było tyle zamieszania.

 Kiedy skończyła mówić, do jej uszu dotarły ostre niczym grad krzyki. Po chwili wsłuchiwania się w sposób mówienia rozpoznała w nim młodzieńca, który prawdopodobniej był w niej zakochany po uszy. Super..., oczywiście, że musiał nas śledzić. - Pomyślała dziewczyna i wyciągnęła ze swojej trony flakonik z substancją usypiającą. Przyłożyła palec do ust, aby strażnik sic się nie odzywał u zaszła Stelliusa od tyłu.

- Ja tam puściłbym ci z kopniakiem na odchodne, ale Blonloczek, zwana twoją siostrą ma inne zdanie. - Rzekł Luke, który miał pełną świadomość, że kiedy rodzeństwo zbierze się w komplecie to w watasze z pewnością nie będzie za spokojnie.

Nie znał Stelliusa, zatem nie miał do niego nic... Nawet szacunku. Jednak co nie co zasłyszał tu i tam, a przez pryzmat własnych doświadczeń wiedział dobrze, że osobnik łatwy do opętania przez demony to same kłopoty.

 - Dla ludzi istoty takie jak my rzadko będą zrozumiałe. - Postanowił ponownie się wtrącić kąśliwie w rozmowę dwójki przy kłodzie. 

Zaraz później poderwał się. Coś przykuło uwagę jego zmysłów i podbiegł bliżej granicy szczytu wzgórza, w kierunku, z którego zaczął słyszeć liczne przekleństwa. Nie zostawiłby jednak na ich terenie dwóch osobników, których posiadał na swojej liście pod znakiem zapytania jako niezaufanych. Szybko zdał sobie sprawę, że człowiek, gdziekolwiek był na dole, najpewniej nie należał do zagrożenia, a prędzej czy później wykarmi padlinożerców, którzy go znajdą pierwsi. Nikt nie polecił mu pilnować nieznajomej kobiety, to też, o ile nie działa na przekór stanu, który zastać miała alfa, nie ingerował w jej działania. Zmrużył jedynie ślepia z podejrzliwością, kiedy Nethermore zbliżyła się do Stelliusa, który wciąż przeglądał swoje działki ziół. Szykował się do zmiany swojej formy i zawarczał. 

- Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, co teraz zrobię. - Rzekła Nethermore i obróciła flakonik do góry dnem. Chwilę później zmieniła się w wielkiego, szarego wilka i udała się pędem w stronę młodzieńca.

Pomimo bezwładnego ciała blondyna, nie rzucił się na hybrydę. Środek nasenny?, pomyślał, widząc wolno opadającą klatkę piersiową i słysząc równie powolny, cichy oddech. 

Po chwili hybryda znalazła go w lesie i przed zaskoczeniem go zmieniła się w swą prawdziwą formę. Wyciągnęła sztylet i przyłożyła do jego gardła zimne niczym najgorszy mróz, ostrze.

 - Czemu mnie śledzisz? - Wycedziła z gniewem przez zęby pytanie.

 Nie zdążył on nawet nic powiedzieć, gdy ta drugą wolną rękę zakryła mu usta. Drugą ręką uwolniła od sztyletu, chowając go. Rozwarła usta, eksponując swe białe, jak śnieg, wampirze zęby, które po chwili zatopiła w jego skórze w odcinku przedramienia. Z rany pociekła szkarłatna jak begonie, stróżka krwi. Dziewczyna zaczęła wysysać z niego ciecz. Nie poddała się ona swemu zabójczemu instynktowi i po paru minutach przestała pić jego krew.

Młodzieniec uświadomiwszy sobie, że nie dał rady poległ w swej wędrówce. Nagle wbrew jego wszelkim  oczekiwaniom pokazała się przednim w całej okazałości piękność najwspanialsza z jego muz o tak, cud nad cudami stworzenie tak piękne, że swoją urodą przyćmić mogłaby boginie płodności i nimfy wszelakie. Czyja śnię, wszak jeszcze żyw jestem, toć to mój piękny czerwony pączek kwiecisty, co z mroków rozpaczy codzienności miał mnie wyrwać. W mgnieniu oka  myśli przerwały mu poczynania niegodziwej wampirzycy, która znienacka podstępnie pochwyciła Ramusa. Nie był świadom tego co się stało, ale gdy tylko niewiasta dotknęła go swymi cudownymi ustami, jakby odpłynął czując się błogo. Nie wierzę toż błogosławieństwo najwspanialsze, mój aniołek moja bogini właśnie obdarzyła mnie najwspanialszym z możliwych pocałunków. Serce młodzieńca poczęło bić szybciej, a ręce jego zaczęły wędrować ku udom niewiasty chciał ją bowiem obdarzyć dotykiem. Tak jak ojczulek powtarzał przejąć inicjatywę jak na mężczyznę przystało, lecz siły jakby mu opadły może gdyby nie był wyczerpany pościgiem dokonałby tego co miał w zamyśle. Nim się spostrzegł jego cud ulotnił się, a jedynie co zapadło mu w jego pamięci to przecudowne słowa. Co prawda nieco przeinaczone z doznanego szoku ale wciąż dudniące w jego głowie. Kielichem, zostałem kielichem z którego cud miłości się ulewa wszak jestem jej. Oświadczyła wprost przede mną nie do wiary. Jesteśmy sobie przeznaczeni. 

- Widać, że nie zaznałeś do tej pory goryczy, gdyż twa krew jest słodka, jak najsłodszy pszczeli miód. - Powiedziała Nethermore i stanęła przed przestraszonym młodzieniaszkiem, oblizując swe czerwone usta i zęby. - Nie mów nikomu o tym, co tu zaszło, inaczej następnym razem zatopię swe zęby w Twojej szyi. A teraz uciekaj do wioski i pamiętaj nikomu nie mów o tym, co miało tu miejsce. Wiedz teraz, że stałeś się moim "kielichem" i żaden inny wampir nie może się napić Twojej krwi w zamian za to, że usunęłam z Ciebie śmiertelnie niebezpieczną truciznę, o której nie miałeś pojęcia - Rzekła dziewczyn, a mówiąc o kielichu, wzięła dwa palce, ukazując, że dane słowo powinno być utkwione w nawiasie. Kiedy skończyła mówić, zmieniła się w wilka i wróciła do "obozu", zostawiając samego ze sobą Ramesa. Powróciwszy, zmieniła się w swoją humanoidalną postać i usiadła na pieńku, o który opierał się jeszcze śpiący Stelliusa i czekała na jego wybudzenie.

Rames opamiętał się w ostatniej chwili i zdoł jeno wyksztusić.
 
- Będę czekał, a kielich mych uczuć do ciebie Cudzie mój zawsze pełen miłości dla ciebie pozostanie. Nie każ czekać zbyt długo.  Wszak nawet twej godności nie znam ma luba.  

Trzeba zawracać do wioski, choćby się czołgając. Kończąc tą myśl chwycił za gałąź, która posłużyła mu za swoistą Ona mnie odnajdzie, naprawdę odmieniłem losy mego marnego bytu, ona mnie odnajdzie, a ja ją i stworzymy najwspanialszy cud tego świata miłość tak cudowną, że anioły swym bogom opowiadać o niej będą. Ten dzień jest początkiem ballady o cudzie spłodzonym z naszych serc zespojonych, tak na siebie wyczekujących.

 - Szczerze powiedziawszy, jego dźwięki agonalne naprawdę mile urozmaicały mi wartę. - Rzekł Luke, kiedy hybryda wróciła na wzgórze. 

Po oficjalnej intonacji jego głosu, ciężko było dojść do prawdy i domyśleć się czy lycan żartował, a może jednak mówił zupełnie poważnie. Nie można było rozpoznać tego nawet po posturze ciała czy jego mimice, gdyż na widoku wciąż pozostawały tylko błyszczące, przeraźliwe ślepia, wpatrujące się w dół zbocza. Stellius wciąż spał jak zabity. Zapewne bardziej ogarnęło go już zmęczenie, niźli działanie środku podanego przez jego wybawcę.

- Tobie by może te dźwięki nie przeszkadzały, ale ja dbam o to, aby niektórzy wścibscy ludzi nie widzieli więcej, niż powinni. Poza tym musiałam też spojrzeć trochę krwi, ponieważ moja wampirza część uwolniłaby się spod kontroli. Wtedy byłabym istną maszyną do zabijania ciężką do pokonania. Uwierz mi, że wtedy wynikła bez tego kolejna wojna a jedna już przecież jest. - Powiedziała Hybryda i po chwili dodała: - Dziękuję, że nie zareagowała, kiedy uśpiłam Stelliusa. Uznałam, że kiedy będzie spał, to będzie o wiele bezpieczniejszy. Poza tym znacznie większą kontrolę nad jego organizmem mógłby zawładnąć temu, kto i tak już ma nad nim częściową kontrolę.

- Oczywiście. Nie krytykuję. - Brunet uniósł dłonie w geście obronnym, bardziej w prześmiewczym celu. Może i opinie innych niezbyt go interesowały, jak i ich potrzeby, ale nie zamierzał wytaczać kłótni do powrotu dwóch głównych łebków stada. Wyłonił się przy tym z mroku nocy i postanowił oprzeć o najbliższe drzewo. W tej pozycji stał tyłem do wioski, ale za to miał na oku dwójkę przy ławeczce z przewróconego drzewa. - Choć już w takim razie mogłaś zaprosić na ucztę. - Zrobił z kwaszoną minę. Wyglądał na niezwykle zawiedzionego, jednak wciąż sobie żartując. Mimo to na myśl o smaku ludzkiego strachu oraz krwi, oblizał górne kły. 

Dziewczyna wiedziała, że niebezpieczeństwo było już blisko. Przeczucie cały czas podpowiadała jej od niej drugim wyzdrowieniu Jaguara. Miała też nadzieję, że zły byt "dręczący" młodego wilkołaka nie przejmie nad nim całkowitej kontroli. Obawiam się, że plan nie do końca pójdzie zgodnie z wcześniejszemu ustaleniami. Szczególnie martwię się o kotkę. Oby nic się jej nie stało i wyszła z tego bez szwanku. Pomyślała dziewczyna i kopnęła śpiącego mężczyznę w kostkę, aby się obudził. 

- Pobudka szanowny panie Stelliusie. Za niedługo przybędzie Sylvie najprawdopodobniej z Jessiką.

Chwilę później zdawać by się mogło, że smutek zamglił ślepia Luke'a, jak gdyby przypomniał sobie o czymś lub też o kimś dla niego ważnym. Wyraźnie spoważniał.

 - My dzieci księżyca i nocy zawsze będziemy mieli kogoś, kto przyłoży nam nóż do gardła. - Odezwał się. - Nawet między sobą musimy toczyć śmieszne wojny. 

W tym czasie Stellius zaczął wydawać odgłosy, niemal agonalne, próbując odzyskać świadomość tego, co się wydarzyło, co przykuło również uwagę lycana. 

- Myślę, że zrobiłaś nam obojgu przysługę, kiedy spał. - Westchnął.

Stellius pochwycił się za głowę, a swój wzrok utkwił w gwiazdach, których zdawał się być tylko bliżej, kiedy siedział na Wilczym Wzgórzu. Zupełnie, jakby bogowie dawali mu kolejne znaki, których i tak nie zamierzał słuchać. Przecież się od niego odwrócili, to tylko majaki. 

- Czuję się zupełnie jak na kacu..

Stellius nie zdołał dokończyć swojej wypowiedzi, ponieważ Luke nie potrafił trzymać swojego języka przepełnionego jadem za zębami.

 - Może to moralniak? Najwyższa pora, żeby cię dopadł.

- Jakbym Cię zaprosiła na ucztę, to by trzeba było tego młodzieniaszka zabić, aby nikomu się nie wygadał. Jeżeli by się go puściło wolno, to mógłby się wygadać. Poza tym ktoś musiał też mieć na oku Stelliusa. Gdyby była ze mną smoczyca, to byś się zapewne udał za mną. - Odpowiedziała Hybryda pół żartem, pół serio. - Doskonale o tym wiem. Przeżyłam już wiele lat i widziałam wiele śmierci wilkopodobnych istot. Wojna między nadprzyrodzonymi mieszkańcami tej wyspy a ludźmi też nie była za ciekawa. Prawie sama podczas niej zginęłam, gdyby nie Sylvie. Wojny czasami są bezsensowne, a czasami nie. Zabierają one słabsze ogniwa, a mocniejsze przeżywają. - Dodała dziewczyna. Słysząc wybudzającego się Wilkołaka, wzięła głęboki oddech i powiedziała: - Chyba tak. Nie była, za radosna wiedząc, że musi przepytać go, ale nie miała innego wyboru. - Kac to normalne po proszku usypiającym. Ciesz się, że nie grzebałam Ci w głowie i w taki sposób Cię nie uśpiłam. Teraz grzecznie odpowiesz na moje pytania bez zbędnego marudzenia. - Rzekła i dopowiedziała: - A teraz mów. Skąd tyle zamieszania związanego z Twoją osobą i czemu ludzie uważają Cię za wilczą wiedźmę? Nethermore miała nadzieję, że niedawno jeszcze osoba będąca drugą nogą na tamtym świecie nie będzie sprawiała problemów. W przeciwnym razie zostawiłaby go niedaleko wioski, aby go znaleźli i od razu spalili.

Wilcza Wiedźma | Part 5

Do nozdrzy Nethermore dobiegał ludzki zapach. Coraz bardziej też Hybryda słyszała odgłosy mocno szeleszczących liści, co wskazywało o tym, że ktoś ich obserwował. Kiedy dziewczyna obejrzała wzrok kotki, wiedziała, co jest grane.

- Tak, wiem, że ktoś nas obserwuje. Dziwne, że dopiero teraz to wyczuliście. - Odezwała się. - Nie podoba mi się to, że obserwuje nas od dłuższego czasu i ewidentnie czuć przy nim węgiel. - Rzekła Nethermore.

Wiedziała, że musi sprawdzić, czy są bezpieczni i czy czasem nikt z ludzi nie dowie się o tym, że chcą uwolnić osobę przywiązaną do słupa. 

- Schowajcie się na pobliskich drzewach lub w jakiś pobliskich krzakach, a ja pójdę sprawdzić, jaki to tam gagatek nas obserwuje. - Powiedziawszy to, Hybryda obróciła się w stronę źródła hałasu.

Nie zdążyła w żaden sposób zaprotestować, gdyż Hybryda w swojej naturalnej postaci poruszała się dość szybko i nie czekała na zdanie nowych towarzyszy. Yui spędziła wystarczająco swojego życia pośród ludzi, więc łudziła się, że może byłaby w stanie odwrócić uwagę człowieka sposobem na słodkie oczka i pusty brzuszek. Widocznie się obruszyła na moment, jakby ktoś właśnie odebrał jej pięć minut sławy. Jak na kota przystało, uwielbiała skubać na sobie uwagę, czy to zrzeszając wrogów, czy przyjaciół. Wraz z swoją dumą, udała się w kierunku niewielkiego dołka, w którym skryła się uprzednim, zanim wyskoczyła na staruszkę, która swoją drogą, w dalszym ciągu leżała nieprzytomna na ścieżce. Z kolei Yalc przecież nie wyczuł zagrożenia dopiero w momencie gdy o tym powiedział tylko w podobnym czasie do hybrydy ale nie chciało mu się już kłócić przecież mieli większy problem na głowie: człowieka. Zanim zdążył znowu zaprotestować Hybryda była już w drodze do owego człowieka więc nie mając większego wyboru postąpił podobnie do kotki tylko że zamiast w dołku Yalc ukrył się siadając obok drzewa. Aki za to postanowiła że głowa Yalca to dobre miejsce na chwilę wytchnienia. O ile kolor sierści Yalca nie pomagał mu maskować się w trawie przez co spędził długie godziny ćwicząc sztukę skradania się w zaroślach do perfekcji tak nadawała się ona doskonale do maskowania z drzewami. Nawet z bliska trzeba było się skupić żeby go dostrzec szczególnie jeśli stał w bezruchu. 

Nethermore nie poszła ona jednak centralnie na człowieka, tylko zaszła go od tyłu. Idąc, poruszała się bezszelestnie. Będąc już na tyle blisko, wyciągnęła sztylet i przyłożyła go do gardła mężczyzny. 

- Amator filowania w krzakach. Nawet głuchoniemy by cię usłyszał, ale mniejsza... Czemu nas obserwujesz i czego od nas chcesz, człowieczku? - Powiedziała dziewczyna i wzięła z szyi człowieka broń białą. - Odpowiedz na moje pytania i nie próbuj mnie przechytrzyć ani uciekać, bo chyba nie chcesz mieć rozpłatanego gardła i pożegnać się z życiem.

Przerażony przez chwilę niemal do szpiku kości jednak na niedługo, bo zauroczony widokiem tak delikatnej buźki swego oprawcy.  

- Panienko ja tylko, wracam do domu. - Niedowierzając jak to możliwe, że nigdy nie poznał tej cudnej rudowłosej niewiasty. - Przysięgam nie mam złych zamiarów. Cóż panienkę sprowadza i jakim cudem tak cudowne istoty nie bały się panienki towarzystwa wręcz jakby panią rozumiały. Już wiem pani jest ta cudowna księżniczką z opowieści. Pani jest tak samo piękna jak  pani co tatko mówił że grzesznica jaka, ale nie wierzę takie piękno nie może być skalane grzechem. Ale co ja czynię!

Wstał gwałtownie uchylił się nisko patrząc prosto w oczy niewiasty, po czym zgrabnie się podniósł i przemówił.

- Miło mi poznać panienkę zwą mnie Rames, bardzo rad jestem z pani widoku. Jeśli jest coś w czym mogę pomóc. 

Wpatrując się beztrosko z miłym wyrazem twarzy, pełnym uśmiechu w stronę swej rozmówczyni niemal zapominając, że kilka sekund temu ta sama niewiastą trzymała ostrzę na jego gardzieli.

Ugh, ale on dużo mówi. Trzeba go jakoś spławić, skoro Yalc z kotką rozmawiają na temat podpalenia stodoły. Hm... Co by tu zrobić... Chyba mam pomysł. - Pomyślała Hybryda.

 - Dobrze... Uznajmy, że Ci wierzę, Ramesie. Owszem możesz mi pomóc. Grzecznie pójdziesz cały czas prosto w tamtą stronę. Powiedziawszy to, dziewczyna uniosła ku górze rękę i wskazała, w którym kierunku będzie miał się udać młodzieniec. - Będziesz szedł cały czas prosto przez jeden dzień, nie oglądając się za siebie i nie przejmując się tym, co będzie się działo dookoła Ciebie. Jak nie, to osobiście odetnę Ci głowę. Zrozumiałeś polecenie? Jeśli tak, to idź. - Powiedziawszy to Nethermore popchnęła młodzieńca w stronę, a którą miał pójść i szybko wskoczyła na pobliskie drzewo, póki chłopak był jeszcze zdezorientowany po popchnięciu go. Mężczyzna obrócił się w kierunku niewiasty.

 - Panienka nie musi, mnie traktować jak dziecko trzeba było powiedzieć że mam odejść. Miło było poznać. Proszę na siebie uważać ludzie z wioski nie lubią obcych. W razie problemu proszę powołać się na mnie mówiąc że przybyła pani po portret, Tak urodziwiej niewieście uwierzą na pewno. Bywaj zdrowa Panienko 

Kończąc mówić obrócił się w stronę domu, i ruszył z wolna szukając wzrokiem pięknego kotka, którego ujrzał  gdybym tak miał choćby kwadrans ująć całą trójkę tak cudownego widoku nie wiedziałem od swych narodzin. Wypytam ludzi z wioski czy znają tę niewiastę może ktoś coś podpowie.


~ *** ~

Yalc miał już w głowie pewną koncepcję jak mogliby spróbować odbić wilczą wiedźmę i gdy stał przy tym drzewie starał się dopracować tą wizję na tyle żeby przekształcić ją w plan. Przekształcaniu temu przeszkodziła jednak kotka która mówiąc poniekąd do niego przerwała jego zamyślenie.

. - Mam tylko nadzieję, że młodzieniec przeżyje to starcie. Wygląda na takiego, co rzuciłby więcej niż piętkę od chleba. - W pełni poważnie skierowała swoje słowa do Yalca, dając poniekąd informację, że w wolnej chwili wyśledziłaby jego miejsce zamieszkania. Chociaż ubiór chłopaka był zapewne jednym z bardziej charakterystycznych, tak nie rzucił się jej nigdy w oczy. Delikatny, wręcz niemy śmiech wydobył się z jej gardła. Został przygaszony powagą sytuacji. Jeżeli ów młodzieniec dostrzegł jej moc, a co gorsze słyszał, że mówi, pewnie marne były jej szanse, żeby wieść swoje życie jak dotychczas, również utrudniłoby to misję, z która przybył tutaj Yalc. - Wiesz.. Tak czy tak, nie wiem czy załatwimy sprawę po cichu. Ale mogę pomóc narobić dla was trochę zamieszania. - Wyszeptała, na ten moment nie tłumacząc, co ma na myśli. Nie przepadała za korzystaniem i dzieleniem się w pełni swoimi umiejętnościami. - Jeżeli nie znajdziemy innej drogi niż rozlew krwi. - Dodała.

- Umm... Możliwe. - Mruknął totalnie nie łapiąc co tak naprawdę Yui miała na myśli. Jednak druga część zdania zaintrygowała go. Widział że kotka potrafi więcej niż przeciętny kot już podczas rozmowy i nagle go olśniło-Nie zabijemy nikogo. Potrafiłabyś wzniecić duży pożar? - Spojrzał w jej kierunku. Yalc sugerował że pożar odwróciłby uwagę ludzi przez co mieliby okienko na uwolnienie wilczej wiedźmy bez potencjalnych problemów.

Leżąc niedaleko volfa właściwie ledwo wyczuwała jego obecność. Barwa jego futra rzeczywiście dobrze zgrała się z chropowatą korą drzewa, dlatego kiedy wzrok swój skupiała na leśnych zaroślach, w których Nethermore rozprawiała sie z człowiekiem to kątem oka praktycznie volf zlewał się dla niej z tłem. Wąsy drgnęły jej delikatnie, kiedy uznała za całkiem zabawną w tej sytuacji myśl, jakby rozmawiała z drzewem. Prawie jak niektóre starsze osoby w wiosce, które zajmowały się swoim ogródkiem. Jednak biorąc pod uwagę całość otaczających ją czynników, uważała to za niezbyt stosowne do śmiechu i strojenia sobie żartów. Aż... iskierki ekscytacji zapaliły się w oczach kotki. 

 Jesteś geniuszem! - Zawtórowała jego myśli, a po chwili zakryła sobie pyszczek ogonem. Odczekała kilka sekund, uważnie rozglądając się czy coś nie zwróciło na nich swojej uwagi, po czym kontynuowała. - Najpierw wzniecę pożar. Niech będzie stodoła tego zrzędy, który wiecznie mnie pogania, jak poluję... - Mruknęła pod nosem z ewidentną nienawiścią. - A później zaciągnę ludzi na miejsce zdarzenia. - Entuzjastycznie dokończyła swoją myśl. - Myślisz, że będę mogła jeszcze zrobić za bohaterkę, którą obsypią dożywotnim zapasem wołowiny? - Niemal ślinka pociekła jej, kiedy rozmarzonym wzrokiem patrzyła na stos mięsa, którego namacalnie nie było.

Słowa kotki zdziwiły go. Była to prosta sztuczka i nie miała za wiele wspólnego z byciem geniuszem. Jedna z najstarszych sztuczek pod słońcem wzbudziła na niej takie emocje? Dziwne. W każdym razie Yalc przyjął tą odpowiedź jako potwierdzenie zdolności do wykonania czegoś takiego a drugą część zdania tylko go upewniła-Poczekajmy ze szczegółami na Nethermore-Wciąż patrzył jak ta rozprawia się z człowiekiem i w pewnym momencie miał wrażenie że będą sprzątać trupa. Na szczęście sie mylił a hybryda wypuściła go nie robiąc mu większej krzywdy. 

Hybryda szybko przeskoczyła z drzewa na drzewo i zeskoczyła na ziemię koło Yalca. 

- Coś nie za dobrze idzie Ci filowanie się między drzewami, skoro z łatwością Cię spostrzegłam, ale mniejsza z tym... Jaki jest plan działania, jeśli chodzi o uwolnienie osoby przykutej do słupa? - Zapytała dziewczyna, czekając na odpowiedź.

 Chyba chciała się popisać bo zaczęła gadać do drzewa jednak... Nie tego przy którym stał. Z lekkim uśmieszkiem odsunął się od drzewa i po chwili milczenia i pokręceniu głową odpowiedział.

-Nie obwiniam cię że pomyliłaś się bo sam pewnie bym się pomylił ale nie musisz się popisywać po prostu rób co trzeba skutecznie i to wystarczy żeby zbudować reputację i szacunek. - Musiał przerwać na chwilę żeby zachichotać. Cała sytuacja go dość rozbawiła.

 - Widzę, że bardzo Cię to śmieszy. Mogłam się pomylić, ponieważ mój wzrok nie jest już tak wyśmienity, jak za młodu. Eh... Dobra, nieważne. Jaki macie plan działania?  - Zapytała mężczyznę.

Kotka przytaknęła, wiodąc wzrokiem za swoim rozmówcą, ale skupiona była na myśleniu o rozmaitych ścieżkach wioski, którymi mogłaby prowadzić ludzi. Uśmiechnęła się delikatnie, ukazując zadbane kiełki. Sama w końcu też się niemal nabrała na sztukę kamuflażu volfa, chociaż widziała jak staje pod drzewem.

 - Sama się czułam, jakbym miała halucynacje i powątpiewałam w swój zmysł wzroku! - Zachichotała w swój pocieszny sposób, starając się nieco rozluźnić morale. Jednak szybko powrócili na tor rozmowy związany z ewakuacją Stelliusa. 

-Nasza droga kotka podpali stodołę i przyciągnie uwagę ludzi w jej kierunku. Sylvie zajmie się uwolnieniem celu. Aki będzie oczami w przestworzach i poinformuje nas gdyby zaczęło się robić nieciekawie. Ja i ty dopilnujemy i pomożemy w uwolnieniu celu. Potem Aki poprowadzi Sylvie do watahy a my spokojnie wrócimy na piechotę. Pytania?-Podczas rozmowy spoważniał i zerkał to na Nethermore to na Yui

 Kiedy skończył omawiać plan, Hybryda pomyślała przez chwilę. 

 - Plan w sumie jest dobry, ale jest w nim parę nieścisłości. Chodzi mi tutaj o to, że nie uwzględniłeś wzrostu smoczycy i wysokości, na której są zawiązane liny. Jak dobrze pamiętam, to sznury zawiązane są bardzo wysoko. Aby Sylvie mogła je bez problemu rozciąć, musiałaby urosnąć do większych rozmiarów, co byłoby bardzo ryzykowne, jeśli chodzi o nieuchwytność podczas uwalniania celu. Możemy też polecieć na smoku. Podejrzewam, że osoba, chcesz uwolnić, będzie wyczerpana po wielodniowym przywiązaniu do słupa i nie będzie w stanie dobrze chodzić, co uniemożliwiłoby prawdopodobną ucieczkę, jeżeli mieszkańcy wioski by się zorientowali. - Powiedziała Nethermore, zastanowiła się i po chwili dodała: - Jeżeli źle coś powiedziałam lub źle zinterpretowałam Twój plan, to proszę, aby mnie poprawić.

W końcu Yui westchnęła po całej analizie słów Hybrydy. Potrzebna była akcja, która z pewnością przykuła by uwagę ludzi na długo. Nie miała wyjścia większego niż przyznać się, że posiada jeszcze jedną, dość istotną umiejętność, która zmyliła by z pewnością wszystkich. Przynajmniej tak zakładała. 

- Mogę wziąć na siebie ludzi. Tylko potrzebuję czegoś związanego z tym uwięzionym chłopakiem. - Rzekła dość niepewnie. Rzadko korzystała z tej umiejętności. - Najlepiej futro czy kawałek paznokcia.. - Sprecyzowała. - Wciąż pozostaje pytanie czy dacie radę go zdjąć i przenieść, jeśli zagwarantuje wam czas? - Zapytała, leżąc wciąż w dołku, jak mały, zarumieniony bochenka chleba, chowając łapy pod brzuchem. 

W prawdziwe nie była pewna siebie, ale wierzyła, że kiedy ludzie zobaczą Wilczą Wiedźmę na wolności to skupią się na jej pojmaniu. Ponad to niedługo zapadnie zmrok, zatem wystarczy, że uciekła by wystarczająco głęboko w las i zmieniła się w drobne zwierzę, które pozwoli się jej ukryć się przed ludzkim wzrokiem w gąszczu. Yalc również spokojnie wysłuchał co Nethermore miała do powiedzenia i gdy znał już jej wątpliwości spokojnie przystąpił do ich wyjaśnienia.

-Sznury nie są bardzo wysoko a poza tym smoki potrafią latać więc może się wznieść kawałek. Co do jazdy na smoku pomysł nie jest zły. -Nagle do jego uszu trafiły słowa kotki i momentalnie zainteresował się. - A po co ci jego futro albo kawałek paznokcia? - Czyżby kotka potrafiła więcej niż przypuszczał?

- Mogę się wtedy pod niego podszyć. - Wyjaśniła krótko, nie spoglądając w oczy swoich rozmówców. 

Z jakiegoś powodu odczuwała swego rodzaju dyskomfort, dzieląc się od tak umiejętnością, którą skrywała nawet przed najbliższymi jej osobami. Chociaż, nazwanie kilku zwierząt okolicznych, z którymi wymieniała się wiadomościami najbliższymi raczej nie było do końca trafne. W każdym razie, gdyby nie zrobiła co w jej mocy, żeby pomóc tym, którzy sprawili, że kilkanaście lat temu nie umarła z głodu, czułaby się nie tyle, że niewdzięczna.. Po prostu, jakby złamała pewien kodeks.

 - Powiedzmy, że to.. specyficzna forma zmiennokształtności. - Dodała, po czym pacnęła robaka, przechodzącego obok po źdźble trawy i wyskoczyła z dołka.

- Jeżeli się nada jego krew do Twojej zmiany, to nie ma sprawy. - Powiedziawszy to, wyciągnęła sztylet z pochwy i podała go kotce. - Na tym sztylecie jest krew młodzieńca, z którym rozmawiałam. Co do latania Sylvie, to jest ona czasami pod tym kątem wybredna, więc nie wiem, czy będzie chciała latać. - Powiedziawszy to dziewczyna, wspięła się na drzewo i rzekła: - Ja już się przedostanę do wioski niezauważona i postaram się w miarę naruszyć strukturę lin. Rzekłszy to, Hybryda weszła wyżej na drzewo i szybko przemieszczała się z gałęzi na gałąź. Po paru minutach była w koronie drzew drzewa, które znajdowało się najbliżej słupa, do którego była przywiązana osoba. Dziewczyna wyciągnęła pozostałe ostrza i celnie rzuciła nimi w stronę lin. Smoczyca następnie szybko i bezszelestnie poleciała po broń białą i przeleciała z nią do swojej "właścicielki".

Przyjęła sztylet od Hybrydy. Metaliczny posmak krwi młodzieńca drażnił jej nozdrza oraz język. Nigdy nie lubiła w pełni przybierać nowych postaci i to nie tylko, dlatego że pobieranie DNA od obcych istot było niesmaczne. Czy, któregoś dnia mogła zgubić samą siebie z kolejnymi formami? 

- Nie do końca to miałam na myśli.. - Wymamrotała kotka w stronę brązowego volfa, kiedy Nethermore udała się w swoim kierunku. 

W czasie, kiedy jej ciało adaptowało krew, której chcąc nie chcąc kosztowała, zaczęła ponownie analizować ich sytuację, licząc również na pomysłową głowę volfa. Chociaż kreowała już samej plan awaryjny, w którym wykorzysta ciało nieszczęśnika do odegrania roli szalonego piromana. A może przy odrobinie szczęścia, jeżeli ludzie zobaczą dwie takie same postacie to przekona ich, że jest prawdziwą Wiedźmą i również ruszą za nią w pogoń? Z jakiegoś powodu mimo to męczyły ją wyrzuty sumienia, że myśli o wkopaniu niewinnej osoby z wioski.

Słowa kotki wywołały na jego pysku krótki uśmiech przerwany przez hybrydę wręczającą ostrze kotce i zaintrygowanie volfa. Nie mówił nic po prostu patrzył na to jak rozwijają się wydarzenia. Nethermore poluzowała sznury na tyle że delikatne szarpnięcie mogło je przerwać kotka przystąpiła do przemiany... O ile Yalc dobrze zrozumiał to co mówiła. W końcu odezwał się ponownie. 

- Cokolwiek by się działo...- Wziął głębszy wdech -...Nie zabijaj nikogo. Chyba że... W ostateczności. Nie chcemy kolejnej wojny.

Sytuacja martwiła Yalca. Są w środku wojny i nawet nie wiedzą na czym stoją. Mają za dużo rannych i za mało gotowych do boju... Czyżby miałby być to początek końca WKK? Czy właśnie wataha powoli wymiera? Najpierw znikła Beta... Potem pojmali Stelliusa... A potem jakiś intruz się tu kręcił i jedyny kto go widział to Luke. Nawet nie miał czasu się dowiedzieć kto to był co tu robił i gdzie teraz jest. Westchnął cicho. Cokolwiek się teraz nie stanie nie może być rozproszony. Szybko przestał myśleć o tym co było i skupił się na tym co jest. On Yui Nethermore Sylvie i Aki rzucają się w paszczę lwa żeby odbić swojego towarzysza. Dzień jak co dzień. 

- Ostatnią rzeczą, o jakiej marze jest poplamienie sobie futra. - Drobnka kotka fuknęła w odpowiedzi na swojego rozmówcę. Wzdrgynęła się również z obrzydzeniem, wyobrażając sobie jak białe akcenty jej sierci zdobi szkarłat krwi przypadkowego mieszkańca wioski. A co ważniejsze, aby się domyć, musiałaby to wszystko zlizywać, lecz pominęła ten fakt. Słońce powoli chyliło się już ku linii horyzontu, udając się na swój spoczynek. Co wyroku pozostawało coraz mniej czasu, a sama Yui potrzebowała go również na wzniecenie idealnego, widowiskowego ognia.

-Myślę że warto poczekać do zachodu z tym. Ruch w mieście się uspokoi. - Znowu się odezwał patrząc pustym wzrokiem w horyzont.

- Pokręcę się bliżej fontanny i spróbuję przygotować dywersję. - Powiedziała po chwili milczenia.

Przeczucie mówiło jej, że volf znakomicie sobie poradzi i sam dobrze będzie wiedział, co powinien zrobić, aby ich misja nie skończyła się fiaskiem. Podreptała w stronę centrum wioski, przeciskając się pomiędzy nogami różnorakich osób. Pomiauknęła co do niektórych, żeby uważali, gdzie stawiają swoje kroki. Jedni ustępowali, litowali się nad biednym, poczochranym koteczkiem, inni zaś przeklinali śierściucha, co wchodził im w drogę. Zupełnie, jakby to był typowy dzień jej kockiego życia. Sami włazicie mi niemal na grzbiet., pomyślała oburzona. Nigdy nie nauczą się uwagi dla mniejszych od nich istot. Powstrzymała swoje wojownicze zapędy, aby poszarpać komuś nogawki, a w krótkiej chwili znalazła się pod fontanną, obserwując wymarniałego mężczyznę oraz pracę, którą wykonała Nethermore. Samej hybrydy nie dostrzegła, to i na tym się w tym momencie nie skupiała. 
Tojad. Cholerny, wilczy tojad. Związany lycan przeklinał jedynie w myślach, ponieważ organizm jego była na tyle wycieńczony i otłumaniony zielem, że nie posiadł już nawet za wiele na to sił. Pustym wzrokiem śledził po placu. Widział jak mijają go szerokim łukiem, inni plotkują, jeszcze inni zacierają rączki, nie mogąc doczekać się wyroku i poznania prawdy. Banda idiotów. Czy to nie oczywiste, że każdy, kogo wrzucilibyście w stos ognia zostawi po sobie tylko kupkę popiołu i smrodu spalonego ciała? Coraz mnie posiadał czucia powyżej nadgarstków. Więzy uwierały go mocniej z każdą sekundą i miał wrażenie, że ręce lada chwilą zostaną oderwane od reszty ciała. Mógł sobie wyobrazić jak, jak skóra i z wolna każde kolejne ścięgna ulegają przerwaniu. Pewnie byłoby to nawet ukojenie, którego nigdy nie następowało. Na jego szczęście, zdarzało mu się tracić co jakiś czas przytomność, zatem przynajmniej na krótką chwilę zapomniał o bólu, śniąc tylko o gorszych koszmarach przeszłości, które kotłowały sie w jego głowie. Oczywiście miał też świadomość, że na wszystko to sobie solidnie zapracował przez lata, aby zasłużyć na ten los. Wbił sobie poraz kolejny pazury już w strupy na wierzach dłoni, z których nie raz sączyła się krew. Pomimo szumu w uszach, nie umknął jego uwadze sztylet, który świsnął gdzieś nad nim. Jednak opuścił głowę w dół, poddając się temu, co ma nastąpić. Świetnie, przerobić mnie na ludzkie sito również możecie, pomyślał, zdołając tylko na głos parsknąć śmiechem. 
Kiedy kotka badała co jakiś czas zmieniający się tłum oraz ścieżki, którymi będzie najprościej zbiec, coś gęstego spadło jej na nos i zaczęło spływać po pysku. Wbiła pazury w kępkę trawy pod łapami, rwijąc jej źdźbła z irytacją, do momentu aż poczuła zapach substancji, oraz przypomniała sobie o ofierze ponad sobą. 

- Bingo! - Miauknęła do siebie.

Nie powinna była cieszyć się z wycieńczenia oraz cierpienia związanego chłopaka, jednak pozyskała w ten sposób kluczowy element swojego planu. Krew wilkołaka z domieszką demona miała w sobie słodko-gorzki posmak aż po chwili odkaszlnęła. Przez myśl przeszło jej, że właściwie uwięziony lycan w tym momencie powinien być sam wdzięczny swojemu organizmowi, że podarował jej swój płyn.  Oczywiście, nie bardziej niż jej samej. Kotka jednak musiała przerwać chełpienie się nad swoim genialnym wyczuciem czasu, że też akurat się tu zjawiła w odpowiednim momencie, aby dostać krwistym smarkiem, kiedy spoglądając w niebo i wschodzące gwiazdy, dostrzegła jak bardzo czas działa na ich nie korzyść. Futro zjeżyło się jej na grzbiecie. Nie miała zamiaru spalić wszystkich wysiłków, które i tak już włożyła w te całą misję. Musiała zacząć przeciskać się pomiędzy licznymi stopami zebranych mieszczan, powoli skandujących i niemogących doczekać się wyroku.
Odetchnęła dopiero, kiedy znalazła się nieopodal wspomnianej wcześniej Yalcowi budowli. Była to stodoła, z resztą bardzo naznaczona już przez upływ czasu. Machnęła łapą, przyglądając się z pogardą na własność, należącą do tak nielubianego przez nią człowieka. Pewnie nawet zrobi jego właścicielowi przysługę, dając pretekst do postawienia nowej. Przykucnęła na tylnych łapkach, energicznie pocierając o jedną z belek, podtrzymujących całą konstrukcję. Ostrzenie pazurów sprawiało jej ogromną przyjemność, a zarazem spod nich zaczęły sączyć się płomienie wspinające się coraz wyżej oraz zapuszczając swoje języki również do wnętrza, prosto w słomę, która była tam składowana. W między czasie przed oczami zobaczyła wspomnienia oraz serce ogarnęły jej uczucia, których nigdy nie doświadczyła, ponieważ nie należały nawet do niej. 

- Dobry musi być z niego człowiek.. I jakże naiwny. - Wymamrotała pod nosem, odsuwając, aby sprawić na ile ogień się już rozprzestrzenił. - Purrrfection. - Wymruczała, podziwiając swoją pracę.

Teraz tylko przede wszystkim musiała zwołać ludzi w tym kierunku, a postać młodzieńca była wręcz idealna do tego zadania. Chociaż.. W ten sposób pozbawi się możliwości licznych, wdzięcznych podrapań za uszkiem oraz nagrody w postaci góry mięsa. Aż zaburczało jej w brzuchu, lecz poszła wykonać swoje zadanie, oddając chwałę za wykrycie pożaru komuś innemu. Praktycznie mijając się z prawdziwym Ramesem.

Hybryda siedząc na drzewie, zauważyła kotkę robiącą rekonesans. Siedziała na gałęzi, bacznie obserwując działanie kobiety. Zauważyła ona, jednak że na nos nieznajomej spadła krew. Przeniosła wzrok na osobę przywiązaną do słupa i zauważyła, że krwawi on z nosa. Szlag..., że też nie ma już nocy. Jeszcze tylko dziesięć minut i będzie można ruszyć do działania. - Pomyślała dziewczyna i spojrzała na smoczycę. Wymieniła z nią porozumiewawcze spojrzenie i wróciła do dalszych obserwacji. W tym samym czasie jej gad podleciał do mężczyzny i uzdrowił go. 

- Nie próbuj się stąd uwalniać pomimo tego, że cię uzdrowiłam. Jeżeli się uwolnisz cały, plan spalił na panewce. - Rzekła trochę skrzekliwym szeptem Sylvie i wróciła do swojej opiekunki.